BIULETYN INFORMACYJNY OSÓB NIEPEŁNOSPRAWNYCH

„Wiele rzeczy robię na spontanie”

Hala sportowa, zawody gry w ping-ponga. Katarzyna Kowalik przy stole tenisa stołowego pozuje do zdjęcia z rakietką w dłoni.

Katarzyna Kowalik – zawodniczka Integracyjnego Centrum Sportu i Rehabilitacji „Start” – pływaczka i tenisistka stołowa.

Z Katarzyną miałyśmy rozmawiać przede wszystkim o sporcie. Pływaczka, tenisistka stołowa, przed kilku laty stypendystka sportowa Prezydenta Miasta  Lublin – co raz to przywożąca z szeregu imprez sportowych trofea dla swojego macierzystego Integracyjnego Centrum Sportu i Rehabilitacji „Start”. Wiele razy stawała na podium na Ogólnopolskich imprezach. Jak sama skromnie mówi „przez kilkanaście lat zdobywałam w pływaniu medale na Mistrzostwach Polski. Nawet z raz złoto było i srebro, kiedyś więcej było tych medali.” Teraz głównie zdobywa medale w tenisie. Wystarczy wymienić Mistrzostwa Polski Niepełnosprawnych w Tenisie Stołowym, Indywidualne Mistrzostwa Polski w tenisie stołowym, itp., itd.

Okazało się, że sport w naszej rozmowie pojawiał, co prawda często, ale trochę między wierszami albo w kontekście innych ważnych życiowych spraw i przesłań. Dlatego dziś przedstawiam Państwu bardziej życiową, niż sportową sylwetkę Katarzyny Kowalik.

Katarzyna Kowalik z dyplomem nagrody zz zajęcie drugiego miejsca. Za nią stoi trener. Obok niej po jej lewej  stronie stoi na pierwszym miejscu inna uczestniczka zawodów ze swoim trenerem.

Trzeba w życiu być odważnym

Zdarzyło mi się parę lat temu, że z godziny na godzinę podjęłam decyzję o wylocie do Grecji. Stowarzyszenie, do którego należę organizowało wymianę wolontariacką. Ktoś w ostatniej chwili zrezygnował i dostałam krótkie pytanie “Lecisz do Grecji?” Powiedziałam “No dobra”. Gdybym się dłużej zastanawiała, naszłyby mnie pewnie wątpliwości. Zaczęłabym się zastanawiać, a tak: słowo się rzekło i nie można było go odwołać. Ruszyła maszyna przygotowań. Byłam z siebie dumna. Sama poleciałam samolotem do Grecji z przesiadką w Rzymie. Na miejscu przez kilka tygodni uczyłam się robić świece z wosku i wypalałam święte ikony. To była wyprawa życia.

Trzeba żyć tak trochę na spontanie

Marzenia? I bez marzeń życie czasami nas zaskakuje. Nawet nie wiadomo, o czym by tu sobie marzyć. Po prostu: trzeba odpowiadać na to, co nam życie proponuje, co się przytrafi. Odpowiadać z odwagą i spontanicznie i się nie bać. I iść do przodu. Czasem nam do tego potrzebni są inni ludzie, którzy nas tak trochę „popchną”. Pewnych rzeczy sama z siebie bym nie zrobiła, ale ważna przy tym jest pomoc innych, utwierdzenie w przekonaniu, że dam radę, ktoś coś podpowie, ktoś powie “Idź, uda się!”. Ważne, żeby się nie cofać, nie stać w miejscu, ale iść do przodu. Wsparcie otoczenie to podstawa. Wychodzę z założenia, że nie ma tak, że sobie nie poradzę – najwyżej ktoś mi pomoże.

Trzeba się rozwijać

Mam za sobą dużo szkoleń, kursów, przeszłam też przez Warsztaty Terapii Zajęciowej. Zrobiłam ECDL- komputerowe prawo jazdy, skończyłam 7 modułów: podstawowa obsługa komputera, grafika, tworzenie stron, i tak dalej.

Co prawda nie wykorzystuję tego na co dzień, ale jak trzeba coś zrobić, to sobie przypomnę i potem bez problemu robię to, co trzeba, o co ktoś mnie poprosi: kartki świąteczne, retuszowanie zdjęć w photoshopie, chętnie do tego wracam. Mam też ukończone kursy związane z praca biurową, obsługa klienta, wystawianiem faktur w biurze, itp. Tutaj wiele rzeczy się ciągle zmienia, wymaga ciągłego odświeżania wiedzy. Ważne, żeby mieć podstawy, to potem dużo łatwiej znaleźć.

Podejmowałam się różnych wyzwań – pracowałam w różnych miejscach. Miałam przez 1,5 roku pracę w biurze. Najpierw sama nauczyłam się różnych rzeczy, potem pomagałam tym, którzy przyszli do pracy. Niestety firma ogłosiła upadłość i skończył się ten fajny okres. Pracowałam w wielu różnych miejscach – w sumie jakby zliczyć, to wyszłoby mi pewnie z 5 lat pracy. W domu tez się  nie nudzę – zarządzam domowymi sprawami, robię opłaty, dopełniam różnych codziennych formalności, załatwiam sprawy urzędowe, itp.

Trzeba być upartym

Ja to jestem uparciuchem. Jak widzę, że ktoś coś ma i wiem, że sama bym to osiągnęła, to dążę do tego dotąd, aż mi się uda. Tak było na przykład z prawem jazdy. Gdy zobaczyłam, że inni mogą, zapytałam tylko siebie: “Oni mogą , to ja nie mogę? chwila moment!” Zdawałam kilka razy, ale osiągnęłam swój cel. Powoli, powoli, ale uparcie do przodu. Gdy ktoś, coś ma i to jest pozytywne, to należy do tego dążyć. Wiadomo, są rzeczy poza naszym zasięgiem i mogą się nie udać, ale to nie powinno hamować naszych prób i dążeń.

Grupa ludzi w maseczkach pozuje do zdjęcia. Zawodnicy, organizatorzy zawodów wśród nich Katarzyna Kowalik. W tle na ścianie wiszą flagi - olimpijska, Polskiego Związku Tenisa Stołowego.

Trzeba w życiu mieć zainteresowania

Tak sobie myślę, że o parę lat za późno przyszłam na basen  Początkowo to była rehabilitacja, potem stało się moją domeną. Ze względu na moje możliwości fizyczne, potrzebuję stabilnego dna, poręczy i liny i płynę. Idealne są dla mnie baseny, w naturalnych zbiornikach, jeziorach jest trochę trudniej i gorzej. Zaczęły pojawiać się medale – kiedyś  dostawało się je za każdą dyscyplinę, teraz jest jeden grupowy. Problem trochę w tym, że się medaluje punktacją zbliżoną do pełnosprawnych, a wiadomo: człowiek coraz starszy, mniejsza siła, więc nie jest tak prosto. Uwielbiam jak mam tor tylko dla siebie – płynę wtedy jak rybka, nie ma mnie dla nikogo. W drugiej kolejności zaczęłam grać w tenisa stołowego – czasem mówię, że tenis tak naprawdę jest trochę na doczepkę. Któregoś dnia jeden z trenerów stwierdził, że powinnam spróbować. Okazało się, ze bez problemu utrzymuję się przy stole. Zaczęłam grać. Pojawiły się medale, stypendium – takie moje sportowe sukcesy. Sport to nie tylko rywalizacja, walka, miejsca na podium. I pływanie, i tenis są mi potrzebne, żeby funkcjonować – wiadomo, przy każdej z dyscyplin pracują inne partie mięśni, co przy mojej niepełnosprawności jest bardzo ważne. Z dumą reprezentuję Integracyjne Centrum Sportu i Rehabilitacji „Start”. To jest ważne dla mnie miejsce. Ludzie ze „Startu” po tylu latach są jak rodzina. Czuję się wśród nich dobrze. Uczestniczę, kiedy tylko mogę w różnych wydarzeniach organizowanych przez Centrum – świetlica, treningi, turnusu, imprezy okolicznościowe. Mam tu znajomych i przyjaciół. Jak coś się dzieje, zawsze można na siebie liczyć. To ważne, że są ludzie, którym się ufa.

Anna Bieganowska-Skóra

Facebook

Ta strona wykorzystuje pliki cookies, aby zapewnić jak najlepszą optymalizację treści na niej zawartych. Czytaj więcej o polityce prywatności i plikach cookies