BIULETYN INFORMACYJNY OSÓB NIEPEŁNOSPRAWNYCH
Na tle błękitnego nieba na pomocie stoi kobieta na wzku ubrana w rózwoą koszulke na ramiączakach i krótkie spodnie. Ma zamknięte oczy , twarz zwróconą ku słońcu, prawa ręka wyciągnięta w stronę horyzontu

Ewa Michalak-Łosiewicz: Życie bez pasji? Straszne nudy!

Życie urwało mi się całkowicie pod koniec dwutysięcznego roku, dokładnie 21 grudnia. Za chwilę stuknie następny roczek tej mojej niepełnosprawności. Dla takiej bardzo młodej dziewczyny wypadek to był szok. Posypali się znajomi. Nie myślałam wtedy ani o pasjach, ani o jakiś przyjemnościach. Mieszkałam poza Lublinem. W głowie siedziało mi przekonanie, że strasznie się wstydzę tego, że jestem osobą niepełnosprawną; że jestem na wózku. Że jak wyjdę na zewnątrz, to ktoś mnie zobaczy. Z takiej rozbieganej i rozchachanej  dziewczyny, stałam się inwalidką (strasznie nie lubię tego słowa, ale celowo go użyłam) i siedziałam w domu 6 lat.

Nigdzie nie chciałam wychodzić. Nic nie chciałam robić. Jeżeli ktoś mnie ubrał, czy pomógł mi się ubrać, to byłam ubrana. Jeżeli ktoś mnie uczesał, to byłam uczesana. Stwierdziłam, że bez sensu jest takie życie na tym wózku, że nic mnie nie czeka i tak dalej.

Uczęszczałam na zajęcia aktywnej rehabilitacji raz w tygodniu z innymi osobami niepełnosprawnymi. Na początku zastanawiałam się, po co mi to w ogóle. Przecież ja pewnie za rok, za dwa lata z tego wózka wstanę i się wyleczę, więc na co mi jakieś tam kontakty z osobami niepełnosprawnymi. No ale tak się nie stało. Nie zaczęłam chodzić, nie wyleczyłam się, niepełnosprawność nie przeminęła.

Moi koledzy z grupy aktywnej rehabilitacji tak trochę podstępem wysłali mnie na kurs prawa jazdy. Pojechałam na 3 tygodnie pod Warszawę do takiego ośrodka i tam miałam kurs. Egzamin był w Siedlcach i zdałam go  za pierwszym razem! To mi dało takiego powera! Tak mnie to nakręciło, bo jako osoba niepełnosprawna nie wyobrażałam sobie, że ja w ogóle samochodem będę jeździć. Chwilę później kupiłam auto. A potem zaczęłam pracę przy projektach aktywizacji społecznej dla osób świeżo po urazach. Byłam już wtedy taka bardziej świadoma, bardziej usprawniona w tej niepełnosprawności. I rozpoczęłam pracę jako jedna z instruktorek w Fundacji Aktywnej Rehabilitacji. I tak już od 12 lat jeżdżę do szpitala czy do ośrodka na taki „pierwszy ogień” – do osoby, która jest niedługo po urazie i  zaczynam z nią pracować. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi