BIULETYN INFORMACYJNY OSÓB NIEPEŁNOSPRAWNYCH

Andrzej Puchala – ogrodnik i kolekcjoner

Włodawa na starej pocztówce – młyn wodny oraz jego ruiny

Gdyby ktoś jeszcze kilka dni temu spytał mnie, kim jest pan Andrzej Puchala, bez wątpienia powiedziałabym, że prezesem Włodawskiego Towarzystwa Przyjaciół Chorych Hospicjum, niestrudzonym budowniczym hospicjum – temu dziełu wraz z żoną poświęcili ostatnich ładnych parę lat. I o tym – jak myślałam – głównie będziemy rozmawiać. Pan Andrzej powiedział, że budowa hospicjum to nie tyle pasja, co pragnienie, żeby to dzieło ukończyć: „Mam nadzieję, że się uda. W tej chwili jesteśmy na takim etapie, że prace budowlane są zakończone, położone są instalacje, wykładziny. Jak będzie podłączone ciepło – można się wprowadzać do części hospicyjnej i socjalno-bytowej. Dużo jest takich prac, których nie widać, a trwają i są pracochłonne. Dzięki ofiarności ludzi to wszystko zostało zrobione”.
Gdyby ktoś chciał zobaczyć, jak Hospicjum się rozrasta i pięknieje, zapraszam na stronę: www.hospicjum-wlodawa.pl oraz na hospicyjnego facebooka.

Dziś już wiem, że moja wiedza o panu Andrzeju była niepełna. Że oprócz podjęcia się tego największego dzieła, mój rozmówca ma czas na rozwijanie swoich indywidualnych pasji, a jego charakterystykę trzeba uzupełnić o następujące fakty: mieszkaniec i miłośnik Włodawy, biolog, lekarz weterynarii, amator historii Polski, zwłaszcza tej po I wojnie światowej. Nuda – to pojęcie obce panu Andrzejowi – w wolnym czasie czyta mnóstwo książek, w ogóle nie ogląda telewizji, a przede wszystkim oddaje się swoim pasjom: kolekcjonowaniu pocztówek i zdjęć oraz pielęgnowaniu ogrodu. Ze względu na specyfikę naszego „okienka” tym dwóm ostatnim punktom poświęcimy dziś więcej czasu.
A zatem – oddaję głos panu Andrzejowi Puchali – człowiekowi ogromnej wiedzy o ludziach, o świecie, o historii. Wiedzy, która płynnie wplotła się w nasza rozmowę o pocztówkach i kwiatach.

Kolekcjoner
Od ponad 20 lat zbieram pocztówki z małych miejscowości Lubelszczyzny i niektórych wybranych miejscowości w Polsce. Pocztówki z Włodawy to większość w moich zbiorach. Większość pocztówek o Włodawie, wydanych przez różnych wydawców , posiadam w swojej kolekcji.
Ale jednak jest coś takiego, czego nie mam a chciałbym mieć. Na Ebayu jakiś rok temu pojawił się album z 16 dużymi zdjęciami z Włodawy, nigdy nie widziałem czegoś takiego. Wyglądało to na album jakiegoś Rosjanina z okresu przed I wojną, napisów nie mogłem przeczytać, bo były mało wyraźne, pisane po rosyjsku.  Niestety wystawiał to sprzedawca z Moskwy i bez stażu na Ebayu, co było podwójnie ryzykowne, nawet potrójnie, bowiem wystawiał jeszcze zdjęcie nagiego młodzieńca z początku wieku XX
(zdjęcie bardzo dobrze wykonane). Wszystko to sprawiło, że nie odważyłem się na zakup. Nigdy później ten album nie pojawił się na rynku i nie wiem, co się z nim stało. Może jeszcze kiedyś go znajdę ?

Mam w niej również stare zdjęcia szczególnie z okresu II wojny światowej. W tej chwili zaczyna być problem z poszerzaniem zbiorów, bo coraz rzadziej pojawiają się „eksponaty” na rynku antykwarycznym. Organizowane są giełdy on-line i czasami można coś tam trafić, ale coraz rzadziej znajduje się coś ciekawego. Zdjęć jest mało i nie są wystawiane . Chyba czas już spowodował, że one są w zbiorach kolekcjonerów, a  nie ma ich na rynku. Pocztówkowy rynek można uznać za zakończony. W sumie był krótki. Pierwsze karty pocztowe to były różnego rodzaju fotografie robione w formie pocztówki z napisanymi życzeniami, informacjami różnego rodzaju. One się pojawiły w latach sześćdziesiątych XIX wieku. Praktycznie istniały do czasu telefonizacji i komputerów. Później coraz rzadziej, a dziś nie wiem, czy w ogóle ktoś listy pisze, czy potrafi napisać. Nawet życzenia świąteczne czy pozdrowienia z wakacji wysyłamy smsem.
Moje kartki to kartki przede wszystkim z obiegu. Kupuję głównie takie, ponieważ mam podejrzenia, że coraz częściej pocztówki są podrabiane Kopie są tak dokładne, że trudno odróżnić od oryginału, a pocztówkę zapisaną, z  obiegu, dużo trudniej podrobić.
Ozdobą mojej kolekcji są pocztówki ze znaczkami carskimi, na których widnieje pałac Pocieja w Różance.

Pałac Pocieja w Różance na jednej z czarno białych pocztówek pana Andrzeja
Pałac Pocieja w Różance na jednej z pocztówek pana Andrzeja

Pałacu nie ma, został zniszczony w 1916 roku. Pocztówki i zdjęcia to jedyne wspomnienia tego czasu, tego budynku, tych historii. Jest to historia nieistniejąca, ludzie nieistniejący.
W tej chwili mam w kolekcji parę tysięcy pocztówek . Nie wystawiam mojej kolekcji, nie organizuję wystaw, co jakiś czas sam je sobie oglądam. Pocztówki przechowuje się w klaserach podobnych do tych na znaczki. Kartki trzyma się w specjalnych woreczkach, żeby ich nie dotykać dłonią, no i powinno się je trzymać w albumach, bo są wrażliwe na światło, szczególnie zdjęcia. Nie mogą być eksponowane, ponieważ zachodzą reakcje chemiczne, zwłaszcza, gdy zdjęcia są źle obrobione. Interesuję się też fotografią i muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem zdjęć, które były robione podczas II wojny światowej. Takiej rozdzielczości to wielu fotografów dziś by nie potrafiło uzyskać. Przeważnie te zdjęcia występują w formacie 6×9 lub 6×6 cm. Dziś się takich nie spotyka. Nie wiem, jakimi aparatami to robili, ale efekt jest imponujący.

Pałacu nie ma, został zniszczony w 1916 roku. Pocztówki i zdjęcia to jedyne wspomnienia tego czasu, tego budynku, tych historii. Jest to historia nieistniejąca, ludzie nieistniejący.
W tej chwili mam w kolekcji parę tysięcy pocztówek . Nie wystawiam mojej kolekcji, nie organizuję wystaw, co jakiś czas sam je sobie oglądam. Pocztówki przechowuje się w klaserach podobnych do tych na znaczki. Kartki trzyma się w specjalnych woreczkach, żeby ich nie dotykać dłonią, no i powinno się je trzymać w albumach, bo są wrażliwe na światło, szczególnie zdjęcia. Nie mogą być eksponowane, ponieważ zachodzą reakcje chemiczne, zwłaszcza, gdy zdjęcia są źle obrobione. Interesuję się też fotografią i muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem zdjęć, które były robione podczas II wojny światowej. Takiej rozdzielczości to wielu fotografów dziś by nie potrafiło uzyskać. Przeważnie te zdjęcia występują w formacie 6×9 lub 6×6 cm. Dziś się takich nie spotyka. Nie wiem, jakimi aparatami to robili, ale efekt jest imponujący.

Na czarno-białej starej fotografii grupa dzieci, kobiet i mężczyzn pozująca gęsiego, bokiem do fotografa w lesie/parku.
Świta towarzyska

OGRODNIK
Najpierw zajmowałem się amatorskim sadownictwem. Posadziłem trochę drzewek i krzewów, głównie owocowych, ale ponieważ wymagało to za dużo sił, zająłem się uprawą roślin kwitnących. Utrzymuję ogród półdziki. U mnie trawnika tylko kawałeczek jest, bo sobie żona życzyła. Wszystko rośnie tak jak chce. Mam bardzo dużo odmian kwiatów i krzewów. Z kwitnących to głownie mój ulubieniec – irys – odmian to nie powiem ile, bo nie liczyłem, ale chyba cała tęcza .To bardzo wdzięczna roślina – można oko nacieszyć.

Piwonie też mam – trochę mniej, bo one miejsca dużo zajmują i bardzo się rozrastają. Trudno było z piwonią drzewiastą, bo we Włodawie mamy niekorzystne warunki. Przez parę lat w ogóle nie mogłem się ich dochować i dopiero dwa lata temu zaczęła rosnąć. Kilka odmian lilii i liliowców to kolejny kawałek mojego ogrodu. Plus trochę rzadkości – cyklamen ogrodowy – ładnie kwitnie, ale jest bardzo trudny w uprawie. Mam 5 dębów czerwonych – jeden ma 2,5 metra w obwodzie. Uprawiam to wszystko tak jak mi siły pozwalają, wiadomo. Lubię przez 2-3 tygodnie na to, co kwitnie, po prostu sobie popatrzeć. Czy trzeba mówić do roślin? Bez przesady. Po pierwsze musi być dobra odmiana. Po drugie musi być dobra gleba. No i mamy też problem z wodą, ale na przykład irysy sobie z tym radzą – mają rozbudowany system korzeniowy. Jak kwitną, trzeba je podlewać, a później już nie. Trzeba je podlewać i nawozić, nie może być chwastów. A przede wszystkim trzeba to lubić. Bo jeśli się nie lubi i niechętnie uprawia, to nic z tego nie będzie. Lubię pójść do ogrodu i posiedzieć i patrzeć na to wszystko, jak pięknie kwitnie. Samego irysa mam ok. jednego ara. Kolory są bardzo wdzięczne.  Łatwiejsze w uprawie są liliowce – rzadziej chorują.
Lubię uprawiać rośliny, one potrafią się odwdzięczyć w przeciwieństwie do ludzi, szczególnie w dzisiejszych czasach
Za sprawą kilku fotografii przenieśmy się na chwilę do kwitnącego świata pana Andrzeja Puchali:

Opowieści wysłuchała: Anna Bieganowska-Skóra
Zdjęcia: z archiwum prywatnego Andrzeja Puchali

Facebook

Ta strona wykorzystuje pliki cookies, aby zapewnić jak najlepszą optymalizację treści na niej zawartych. Czytaj więcej o polityce prywatności i plikach cookies