Wielokrotnie próbowaliśmy znaleźć dobre porównanie, które pomogłoby osobom chodzącym zrozumieć, czym w praktyce jest mobilność osoby poruszającej się na wózku. Próby zwykle kończyły się tym samym komentarzem: „to nietrafione”. I faktycznie - nie ma jednego idealnego porównania.
Najczęściej pojawiają się trzy tropy.
Pierwszy to porównanie wyboru wózka do wyboru butów. Można powiedzieć: tak jak mamy różne pary butów na różne okazje, tak samo powinniśmy mieć różne wózki. Tylko że to porównanie szybko się rozpada – buty nie decydują o tym, czy w ogóle możemy wyjść z domu i żyć aktywnie.
Drugi trop kusi najbardziej: wózek jako środek transportu, na przykład samochód. Zamówienie samochodu to wielostronicowa konfiguracja „pod klienta” – podobnie jak wózek. Są tu podobieństwa: dobór parametrów, funkcji, dopasowanie do stylu życia. I właśnie dlatego ten trop wielu osobom wydaje się bliższy prawdy.
Tyle że to nadal porównanie bardzo nietrafione. Samochód może być wygodą, czasem narzędziem pracy, ale rzadko jest warunkiem autonomii. Bez auta możemy skorzystać z komunikacji, roweru albo po prostu z własnych nóg. Nadal się przemieszczamy. Nadal mamy wybór.
A autonomia to jedna z najsilniejszych potrzeb człowieka. To poczucie: „mogę sam”, „decyduję”, „mam wpływ”. Autonomia daje godność, spokój i bezpieczeństwo. Jej brak rodzi wstyd, złość, frustrację i bezradność. Człowiek zaczyna ograniczać siebie, żeby „nie przeszkadzać”, a z czasem wycofuje się z relacji, aktywności i życia społecznego.
Dlatego wózka nie da się uczciwie porównać do auta. Samochód może ułatwiać życie. Wózek w wielu przypadkach życie po prostu umożliwia.
Trzeci trop jest najbardziej trafny, ale jednocześnie najtrudniejszy do przyjęcia: wózek jest jak nogi. Dla osoby chodzącej nogi są czymś oczywistym – dopóki ich nie zabraknie.
I tu pojawia się pytanie: czy osoby chodzące naprawdę potrafią wyobrazić sobie, co znaczy poruszać się na wózku?
Wózek jako część tożsamości
Gdy zastanowimy się, czym naprawdę jest wózek dla osoby z niepełnosprawnością, można dojść do mocnej tezy: wózek jest tym, kim my jesteśmy. Nie w sensie etykiety, lecz w sensie wpływu na codzienność.
Wózek trochę definiuje życie – otwiera drzwi albo je zamyka. Można to porównać do warunków startu w życiu. Czy osoba urodzona w kraju trzeciego świata, w skrajnej biedzie, bez dostępu do podstawowych zasobów, ma takie same szanse jak ktoś urodzony w bezpiecznym, stabilnym i zamożnym domu? Nie ma.
Różnica polega na tym, że ktoś z trudnego środowiska może czasem zmienić otoczenie i zacząć być oceniany przez pryzmat tego, co robi tu i teraz. W przypadku niepełnosprawności sytuacja jest stała – niezależnie od tego, czy jest wrodzona czy nabyta, człowiek żyje z nią każdego dnia.
Mniejszość, której długo nie było widać
Przez lata nasze otoczenie było niedostosowane, a mniejszości – w tym osoby z niepełnosprawnością – były marginalizowane. Wiele rzeczy projektowano pod większość, a nie pod różnorodność.
Skutek? Mniejszości często żyły w cieniu. Kontakt społeczny z niepełnosprawnością był ograniczony, a brak oswojenia rodzi dziś spojrzenia, komentarze i nadmiar współczucia.
Warto zobaczyć skalę tych niedostosowań. Jeszcze kilka lat temu osoby z niepełnosprawnością ruchową, aby uzyskać refundację na wózek, musiały najpierw stać w kolejce do specjalisty razem z osobami chorymi, które miesiącami czekały na wizytę. One często potrzebowały tylko wniosku – bo ich niepełnosprawność była trwała.
Potem dochodziły podróże kilkadziesiąt kilometrów do oddziału NFZ, stanie w kolejkach po pieczątkę, a następnie wizyty w kolejnych instytucjach, aby ubiegać się o dodatkowe środki.
To wszystko działo się w czasie, gdy świat wchodził już w erę samochodów elektrycznych, inteligentnych domów, robotów sprzątających czy aplikacji, które w kilka sekund rozwiązują sprawy urzędowe.
Nietrafny, ale obrazowy przykład
Wyobraźmy sobie pogrzeb, na którym społecznie przyjęte jest ubranie się na czarno. Wszyscy są w czerni, a my – z jakiegokolwiek powodu – jesteśmy ubrani na biało. Natychmiast stajemy się „inni”. Pojawia się wzrok, ocena i dyskomfort.
Dla osoby z niepełnosprawnością to nie jest jednorazowa sytuacja. To może być codzienność – każde nowe miejsce, każde nowe środowisko i każdy kontakt z nieznajomymi.
Zresztą wczoraj zobaczyłem na własne oczy, co robi z nami samo „odbiegnięcie od normy”. Poszedłem z 6-letnim synem na trening piłki. Starszy brat ma 10 lat i gra już od czterech lat, więc młodszy – jeżdżąc czasem na mecze i treningi – sam zaczął prosić, żebym zapisał go na bramkę.
Pojechaliśmy, był podekscytowany.
I wystarczyła jedna rzecz – klubowe bluzy. Gdy zobaczył, że inni chłopcy mają jednolite stroje, momentalnie powiedział, że rezygnuje.
Wytłumaczyłem mu, że jeśli trening mu się spodoba, kupimy mu komplet, ale najpierw trzeba sprawdzić, czy to jego miejsce. Każdy kiedyś zaczynał bez tej bluzy.
Dziecko jest czystym przykładem emocji, które w nas powstają, gdy czujemy się „inni”. My, dorośli, po prostu uczymy się je maskować.
Współczucie czy siła?
Znany mówca opowiadał w wywiadzie o sytuacji, w której uczestniczył w obrzędzie odległej kultury. Widząc cierpienie jednego z uczestników, zareagował współczuciem. Wtedy ktoś z plemienia powiedział mu coś, co zapamiętał na całe życie:
„On nie potrzebuje twojego współczucia. On potrzebuje twojej siły”.
To niezwykle trafne porównanie tego, czego naprawdę potrzebują osoby z niepełnosprawnością. Nie potrzebują litości. Potrzebują umocnienia, wsparcia i możliwości działania.
Potrzebują siły. A jedną z największych form tej siły jest mobilność.
Mobilność to decyzje i logistyka
Osoba chodząca może w ułamku sekundy zdecydować: wstaję, podchodzę, wracam do samochodu, wchodzę po schodach.
Dla osoby na wózku ta sama sytuacja bywa projektem logistycznym – trzeba wziąć pod uwagę czas, pogodę, bariery architektoniczne czy ryzyko utknięcia.
Kilka lat temu przyjechał do nas klient, który uparcie dążył do bardzo konkretnej konfiguracji wózka. Ten wózek był modyfikowany, dopasowywany i przebudowywany elementami na wymiar.
Gdy w końcu udało się go dopiąć, poszliśmy razem na miasto, żeby to uczcić. Postanowiłem wtedy, że skoro on jedzie, ja też spróbuję poruszać się jego tempem i jego trasą.
To było dla mnie przełomowe doświadczenie.
Cała droga zamieniła się w serię pytań: którędy przejedziemy, czy tu jest krawężnik, czy zmieszczę się przy stoliku, czy przejadę między krzesłami.
I właśnie wtedy zrozumiałem coś ważnego. Nawet kilkanaście lat pracy w branży i wielu znajomych poruszających się na wózkach nie chroni przed błędami w rozumieniu tej rzeczywistości.
A co dopiero powiedzieć o społeczeństwie, które przez setki lat marginalizowało i ukrywało inność.
Mobilność to coś więcej niż przemieszczanie
Mobilność osoby z niepełnosprawnością to nie jest transport z punktu A do B.
To sprawczość.
To pewność siebie.
To możliwość podejmowania decyzji.
To bycie częścią społeczeństwa.
Poczucie przynależności jest jedną z podstawowych ludzkich potrzeb. Człowiek chce być wśród ludzi, a nie obok nich.
Dzieci, rehabilitacja i mit „rozleniwienia”
Dlatego mam mocne przekonanie, że nie powinniśmy odbierać mobilności, zwłaszcza dzieciom.
Czasem słyszę argumenty: „nie dawajmy wózka elektrycznego, bo się rozleniwi”. Tylko że rehabilitacja to trening, a trening trwa godzinę czy dwie kilka razy w tygodniu – chyba że przygotowujemy się do igrzysk olimpijskich.
Nie traktujmy dzieci, które uczą się życia i pokonywania trudności, jak zawodowych sportowców.
Co więcej, każdy trening potrzebuje odpoczynku. To właśnie w czasie regeneracji organizm utrwala nowe umiejętności i wzorce ruchowe.
Mobilność jak podstawowa potrzeba
Mobilność jest trochę jak pożywienie. Bez jedzenia można przetrwać jakiś czas, ale jego długotrwały brak niszczy zdrowie, a w skrajnych przypadkach prowadzi do śmierci.
Z mobilnością bywa podobnie – jej brak potrafi powoli odcinać człowieka od życia społecznego.
Seniorzy i strach przed wózkiem
Wśród osób starszych wciąż pokutuje przekonanie, że wózek jest symbolem „bycia inwalidą”, a nie narzędziem.
Tymczasem wózek może być wrotami do życia.
Jeśli starsza osoba przestaje swobodnie chodzić, często wycofuje się z aktywności – przestaje chodzić do sklepu, do znajomych czy do kościoła.
Brak bodźców i ruchu przyspiesza spadek sprawności fizycznej i psychicznej.
Mobilność jako narzędzie życia
Gdy marzną nam ręce, zakładamy rękawiczki. Nikt nie dyskutuje, że palce są w nich mniej precyzyjne albo że wyglądają inaczej. Po prostu ich używamy, żeby zadbać o swoje dłonie.
Podobnie powinniśmy traktować wózek – jako narzędzie, które pozwala zachować aktywność, relacje i sprawność umysłową.
Wybór i miejsca testów - zamiast „doboru z obrazka”
W Polsce przez lata utrwalił się model: „należy mi się wózek, przyjedzie przedstawiciel i dobierze”. To bywa lepsze niż brak sprzętu, ale niesie ogromne ryzyko nietrafionego wyboru. Nawet jeśli ktoś ma najlepsze intencje, dobór „w domu” często oznacza, że jest się skazanym na to, co akurat znajduje się w ofercie i w samochodzie przedstawiciela.
Wózek to drogi, często personalizowany produkt. Nie da się go odesłać jak nietrafionego zakupu internetowego. A konfiguracja wielostronicowa, w której po kilku stronach człowiek jest już zmęczony decyzyjnie, sprzyja wyborom „na logikę”, a nie na doświadczenie.
U nas zaczęło się od bardzo prostego pytania: co zrobić, żeby człowiek naprawdę miał wybór?
Jeszcze zanim powstało CWI w obecnej formie, jeździłem jako przedstawiciel handlowy. Wkładałem w tę pracę dużo serca i energii, bo zależało mi, żeby druga osoba była zadowolona. Dojeżdżałem do ludzi i widziałem, że nawet przy najlepszych chęciach model „dobieramy w domu tym, co mamy w bagażniku” ma swoje ograniczenia.
Czasem dopiero po czasie wychodziło, że coś, co wydawało się dobrym rozwiązaniem, w praktyce nie pasuje do życia danej osoby – do mieszkania, do codziennych tras, do pracy czy do możliwości fizycznych.
Dlatego w 2012 roku zaczęła pojawiać się myśl o miejscu, w którym wybór będzie realny. W 2014 roku powstało pierwsze centrum testów. Miało około 100 metrów kwadratowych i jak na tamte czasy ogromny wybór – kilkadziesiąt wózków i różnych rozwiązań.
Wiele z tych sprzętów pochodziło od osób, które kupiły wózek dopasowany „na miarę”, ale w praktyce okazało się, że nie spełnia ich potrzeb. Sprzęt trafiał na strych lub do piwnicy.
To był dla nas jasny sygnał: brak możliwości testowania i porównania różnych rozwiązań powoduje ogromne rozczarowanie i marnowanie pieniędzy.
Dlatego od początku naszym celem było stworzenie miejsca, w którym osoba może zobaczyć różne rozwiązania obok siebie, porównać je i sprawdzić w praktyce.
Z czasem okazało się, że taki model przynosi jeszcze inne korzyści. Klient ma dostęp do różnych producentów w jednym miejscu, a producenci mają swoje egzemplarze demonstracyjne dostępne bliżej ludzi.
Największą zmianą okazał się jednak czas.
W starym modelu osoba, która chciała porównać różne rozwiązania, często zapraszała trzech różnych przedstawicieli w odstępie kilku tygodni. Po trzeciej wizycie trudno już było pamiętać, jak naprawdę czuło się pierwsze rozwiązanie.
U nas wiele etapów można przejść w jednym miejscu i często w jeden dzień – testy, wybór sprzętu, konsultację i przygotowanie dokumentów.
Najpierw wybieramy sprzęt na żywo – nie z katalogu i nie ze zdjęcia. Dopiero później dopasowujemy formalności do konkretnego rozwiązania.
Z czasem dołożyliśmy kolejne elementy, które tworzą cały ekosystem mobilności.
Powstał serwis na miejscu, aby sprzęt można było naprawić, wyregulować lub przygotować do dalszego użytkowania.
Stworzyliśmy również przestrzeń, w której można spokojnie testować sprzęt, porozmawiać z doradcą czy spędzić kilka godzin na porównywaniu różnych rozwiązań.
Wprowadziliśmy tor przeszkód, który pozwala sprawdzić wózek w warunkach zbliżonych do tych, które użytkownik spotyka w codziennym życiu.
Powstała także przestrzeń odpoczynku i rozmów, bo wiemy, że wiele osób przyjeżdża do nas z daleka.
W naszej przestrzeni pojawiła się też komfortka – specjalne pomieszczenie stworzone z myślą o osobach z głęboką niepełnosprawnością, które wymagają wsparcia w codziennych czynnościach higienicznych.
To inicjatywa, która zapobiega wykluczeniu wielu osób. W praktyce dla wielu z nich zwykła toaleta publiczna jest po prostu niedostępna. Często oznacza to, że opiekunowie muszą wykonywać podstawowe czynności na podłodze w łazience albo że osoby te w ogóle rezygnują z wychodzenia z domu.
Komfortka, wyposażona w elektryczną leżankę i odpowiednią przestrzeń opieki, pozwala wykonać te czynności w godnych warunkach.
Dlatego zdecydowaliśmy się stworzyć takie miejsce również u nas. Każdy, kto jej potrzebuje, może z niej skorzystać.
Wraz z rozwojem miejsca zaczęliśmy patrzeć szerzej na potrzeby osób z niepełnosprawnością.
Dziś zajmujemy się nie tylko wózkami, ale również likwidacją barier architektonicznych, doborem podnośników, dostosowaniem mieszkań czy pojazdów.
Naszym celem jest stworzenie miejsca, które pomaga w całym procesie odzyskiwania mobilności i niezależności.
Najważniejsza jest droga
Często słyszymy, że ktoś osiągnął cel – kupił wymarzony samochód, zdobył stanowisko czy zrealizował marzenie – a mimo to nie czuje spełnienia.
Bo prawdziwą radością życia jest droga, którą pokonujemy między kolejnymi celami. To właśnie możliwość podążania tą drogą nadaje sens codziennym działaniom. Dlatego powinniśmy robić wszystko, aby każdy człowiek miał możliwość iść własną drogą.
Mobilność jest jednym z fundamentów tej drogi – daje autonomię, sprawczość i poczucie wpływu na własne życie.
Galeria zdjęć
Tekst: Rafał Kowalski
Zdjęcie wyróżniające: Marcin Wolski (opracowanie graficzne niepelnosprawnilublin.pl)
Foto: z zasobów CWI Polska, wykonane przez OV Reklama
Komfortka: Wiktoria Kwiecień – niepelnosprawnilublin.pl
Rafał Kowalski – magister fizjoterapii, absolwent Uniwersytetu Medycznego w Lublinie oraz studiów psychologicznych w Akademii Leona Koźmińskiego, uczestnik Akademii Psychologii Przywództwa Jacka Santorskiego. Założyciel Centrum Wózków Inwalidzkich (CWI) w Lublinie – inicjatywy tworzącej nowe standardy w obszarze mobilności osób z niepełnosprawnością poprzez dostęp do technologii, testowania sprzętu i kompleksowego wsparcia. Zwycięzca konkursu Lodołamacze w kategorii Lider Przyszłości, wyróżniającego projekty przełamujące stereotypy związane z niepełnosprawnością i aktywizacją społeczną.
Materiał powstał w ramach projektu „Wzmacniamy aktywność”
realizowanego w okresie 01.01.2025 r. – 29.02.2028 r.
przez Lubelskie Forum Organizacji Osób Niepełnosprawnych – Sejmik Wojewódzki


Zadanie publiczne jest dofinansowane ze środków PFRON
UWAGA: Pobieranie, kopiowanie i jakiekolwiek inne wykorzystanie treści dostępnych w powyższym materiale wymaga pisemnej zgody LFOON – SW będącego właścicielem serwisu www.niepelnosprawnilublin.pl.




















