O życiu, które zmieniło się w jednej chwili, a mimo to potrafi zachwycać – o pasji do sportu, modelingowych przygodach i aktywnym działaniu na rzecz innych z Żanetą Papierską rozmawia Anna Bieganowska-Skóra.
Moja niepełnosprawność nie jest od urodzenia.
Kiedyś miałam zupełnie inne życie, mieszkałam we Włoszech, miałam plany, chodziłam do szkoły, chciałam sprowadzić tam dziecko. Wróciłam do Polski na wakacje, na miesiąc, a po dwóch i pół tygodnia coś się stało. To było straszne – żyjesz gdzieś swoim życiem, nagle coś się robi i nigdy nie wracasz do tego, co było. Pół roku diagnoz, hospitalizacje, zamawiane msze, długa walka; dosyć długo byłam jak roślina. Prawie dwa lata przeleżałam w łóżku. Nie mówiłam. Byłam leżąca, nie ruszałam w ogóle niczym. Całkowity czterokończynowy niedowład, porażenie, zero czucia. Do włoskiego życia nigdy nie wróciłam, ale dostałam drugie życie.
Moja córka była wtedy w szkole podstawowej. No, to nie było za ciekawe przeżycie dla małej dziewczynki. Mieszkałam w domu u mojej, teraz już świętej pamięci, mamy. Ciągle jakieś kliniki, hospitalizacje, rehabilitacje, ciągle właściwie mnie w domu nie było. I to dziecko właściwie nie znało tego życia ze mną. Chciała, wiadomo, z matką w piłkę pograć, pójść na basen, a ze mną nie było to możliwe. Ona przychodziła ze szkoły i mi zmieniała pampersy, taka była prawda.
Mama mi mówiła: „Wystarczy ci jedna czy dwie pary dresów, dwie pary butów, bo i tak jesteś leżąca” i to takie życie właśnie było. Byłam załamana. Ale w tym wszystkim bardzo mi ludzie pomogli. Wbili do głowy – i sama tak też pomyślałam – że mam dla kogo żyć, więc trzeba walczyć. Wiadomo. Ścierka w rękę, żeby się rehabilitować. Zaczęły się pionizacje, wyjazdy. Podjęłam decyzję, że nie będę siedzieć w domu w tych dresach, patrzeć przez okno i się użalać.
Po kilku latach, w 2012 roku wróciłam z powrotem do Koszalina. Przeprowadziłam się od mamy z Polanowa, który leży 40 km od Koszalina. Po trzech miesiącach od przeprowadzki poznałam Rysia Fornalczyka, to jest sześciokrotny paraolimpijczyk. Czterokrotny złoty medalista igrzysk paraolimpijskich w wyciskaniu sztangi leżąc, mistrzostw świata, Europy i Polski. Poprzez niego poznałam sport osób niepełnosprawnych. Jeździłam razem z nim na różne imprezy sportowe. Przeszłam też badania u doktor Meyer, z których miało się okazać, do jakiego sportu się nadaję. Bo wiadomo, że nie do każdego. Stanęło na pchnięciu kulą. Walka była trudna: siłownia, ćwiczenia, treningi na dworze. Pojechałam na pierwsze zawody do Białegostoku. To były Mistrzostwa Polski Osób Niepełnosprawnych w Lekkiej Atletyce. Trzeba było zobaczyć, jak to wszystko wygląda. Potem zaczęły pojawiać się medale: jeden srebrny i dwa brązowe. Próbowałam też trochę rzutu dyskiem i oszczepem, ale to tak bardzo malutko.
Często biorę też udział w zawodach ścigania się wózkiem na różnych dystansach. To tak hobbistycznie, bo z uprawianiem sportu skończyłam – w pewnym momencie trochę się podłamałam: mam już swoje lata, pojawiło się nadciśnienie i bałam się, że mi coś po prostu pęknie w głowie. Nie chciałam, żeby mi się znowu coś stało. Zostałam w zamian działaczką sportową.
Poprzez sport trafiłam, razem z Ryśkiem na Europejski Festiwal Filmowy Integracja Ty i Ja, i od 2013 co roku przyjeżdżam. Poznałam inny kawałek świata osób niepełnosprawnych. Czeka się na te spotkania cały rok. Przyjeżdżają znani aktorzy, twórcy filmowi. Wracają starzy znajomi, poznaję nowe osoby. No i w 2016 roku zostałam zaproszona do wzięcia udziału w sesji modelingowej. Miałam wtedy rude włosy. I tak się zaczęło. Na początku nawet nie wiedziałam, jak dobrze pozować, ale z czasem to wszystko wyszło. Zaczęły pojawiać się różne modelingowe zaproszenia na wyjazdy i sesje. W 2022 roku trafiłam nawet na okładkę magazynu „Miasto Plus” a opowieść o mojej radości z życia stała się tematem z okładki.
Cały czas działam w Zachodniopomorskiej Radzie Olimpijskiej, której też jestem członkiem. No, bo nie można ciągle jednego tylko robić. Są oczywiście osoby, które należą tylko do jednej fundacji czy organizacji i więcej nic, chcą po prostu być przynależni do jednego miejsca.
Kibicuję cały czas sportowcom. Uwielbiam wyjazdy gdziekolwiek, różne wycieczki. Kocham morze o każdej porze roku. Delektowanie się dobrą kawą, zachody Słońca. Gór akurat się tak trochę boję. Nie wiem czemu, ale nigdy nie byłam do nich przekonana, tym bardziej teraz, gdy poruszam się na wózku.
Ostatnio pokonałam też inne swoje lęki: bałam się zawsze wody, nigdy nie umiałam pływać. Więc sobie powiedziałam: muszę spróbować. No i wzięliśmy pięcioosobową ekipą udział w regatach pierwszy raz. Zajęliśmy 2. miejsce w naszej kategorii. Później dotrzymałam złożonej sobie obietnicy i z kolegą pływaliśmy taką malutką łódką Hanza 303.
No i jeszcze chciałabym spróbować latania. Lotów bałam się od zawsze i gdy mieszkałam we Włoszech, to zawsze jeździłam autokarem po 36 godzin na południe Włoch. To było męczące bardzo. Tak samo na zawody – busem. Spróbuję na jakimś krótkim dystansie, może z Gdańska do Goleniowa? Wiadomo, chciałabym jeszcze pojechać i odwiedzić swoje Włochy, bo od choroby już tam nie wróciłam. A nadal uwielbiam ten kraj, ten klimat i miejsca. Dużo rzeczy pamiętam z tamtych czasów i chciałabym móc jeszcze odświeżyć te wspomnienia. Póki co, namiastkę Włoch mam w swojej kuchni. Uwielbiam kuchnię włoską – dużo i często sama gotuję.
Ja ciągle czegoś szukam. Obecnie jestem trzecią kadencję sekretarzem w Klubie Olimpijczyka „Jantar” w Koszalinie. No i też zapisałam się kiedyś do Stowarzyszenia Osób Niepełnosprawnych IKAR. Najpierw byłam po prostu członkinią Stowarzyszenia, ale dużo pomagałam, dużo działałam i z IKAR-a zostałam powołana do Powiatowej Społecznej Rady Osób Niepełnosprawnych przy Prezydencie Miasta Koszalin. Przez jedną kadencję byłam wiceprzewodniczącą Rady, a teraz zasiadam w niej już drugą kadencję, tym razem jako członek. Brałam udział w plebiscycie „Kobieca Twarz Roku”. W Koszalinie byłam na pierwszym miejscu. A na całym Pomorzu – w pierwszej dziesiątce. Było to bardzo fajne doświadczenie. Taki trochę inny świat.
Jestem też członkinią i wolontariuszką Pracowni Pozarządowej w Koszalinie. Bardzo aktywnie i dużo działamy. Zbieramy pieniądze na remont budynku przy ul. Podgórnej. Będzie to miejsce dla koszalińskich organizacji, w którym będą mogły się spotykać, działać, organizować spotkania okolicznościowe, imprezy, szkolenia.
Gram w teatrze. Początkowo było trudno – w sztuce mieliśmy opowiadać o swoim życiu. Najpierw były takie normalne spotkania, później – już próby, próby, nauka. No i w końcu premiera – w maju 2024 roku. Pełna sala w teatrze, bisy, brawa, kwiaty i przytulaski. Wspaniała atmosfera. Taka raczej przygoda.
W ubiegłym roku rozpoczęłam dwuletnie policealne studium socjoterapii. Na terapeutę zajęciowego w moim wieku poszłam dalej się kształcić.
Bardzo lubię rozmawiać z ludźmi. Czasem ludzie mówią, że mają wielu przyjaciół. U mnie tak nie ma. Można mieć dużo znajomych, kolegów. Ale przyjaciel to może być jeden albo dwóch. Taki naprawdę, który wszystko wie, któremu wszystko się powie, z którym o wszystkim można porozmawiać. Może jestem z troszeczkę innej bajki. Nie szafuję słowem „przyjaciel”.
Kiedyś na początku, dawno temu wstydziłam się mówienia do mikrofonu, przemawiania, ale jakiś czas temu nabrałam śmiałości. Razem z innymi sportowcami jesteśmy zapraszani na spotkania do szkół w Koszalinie czy w całym województwie. Dzieci, młodzież chętnie słuchają naszych historii; zachęcamy ich do uprawiania sportu, ogólnie do zdrowego stylu życia. Pokazujemy, że jest alternatywa dla chipsów i siedzenia przed telewizorem. Po spotkaniach proszą nas o autografy. W ubiegłym roku podpisywałam się nawet na czyichś nowych sportowych butach.
Bardzo ważną rzeczą jest dla mnie działanie na rzecz hospicjum – zbieram pieniądze na różnych kwestach i zbiórkach. Jestem dumna, bo moje puszki zawsze są pełne.
Kiedyś nawet próbowałam pisać książkę, ale leży w domu nigdy nie wydana.
Dotarło też do mnie, że osoba z niepełnosprawnością może wszystko. Może się umalować. Może mieć ileś par szpilek. Może wykonywać wiele zawodów. Być modelem, sportowcem, dziennikarzem.
Teraz mam w szafie więcej par szpilek niż jak byłam zdrowa. W ogóle, jeśli chodzi o ubiór, to ja zawsze lubię coś mieć takiego, czego ktoś inny nie ma. Coś oryginalnego. Lubię bawić się konwencją ubioru. To też taka moja pasja. Kiedy idę na jakieś wydarzenie, staram się ubierać pod kolor albo hasło tego wydarzenia. Nie lubię kilka razy tak samo się ubierać. Ubiorę się na jakąś okazję, a potem te ubrania odsprzedaję lub oddaję. Kolejny mój konik to aranżacja wnętrz. No bardzo to lubię. Co chwilę bym coś w domu zmieniała. Mam swój styl. Inspiruję się czasem programami wnętrzarskimi. Lubię bawić się kolorem i formą – zarówno w strojach, jak i w otoczeniu. Inspiracją do wystroju wnętrz są pory roku. U mnie wszystko jest pod kolor. Jesienią, w kolorach jesieni, są poduszki, koce, firany, zasłony, maty i tak dalej. Latem to się zmienia, wiosną się zmienia: dekoracje i inne elementy zawsze są pod kolor i w klimacie tego, co za oknem. Chcę, żeby mój świat był kolorowy i sobie tego koloru dodaję. Sama szarość nam nic nie da. Ani w otoczeniu, ani w życiu.
Za półtora roku będę miała 50 lat. Staram się ciekawie żyć, żyję tą chwilą. I cieszę się tą chwilą. Są oczywiście gorsze dni, bo ja też mam swoje bóle, remisje, itp. Czasem boli tak, że nie mogę wytrzymać i biorę mocne leki. Co chwilę szereg badań, ale nie chcę się tym załamywać. Trzeba iść dalej do przodu. Pomagam z sercem, bo dobro czyni dobro. Cieszę się, gdy moje działania zostają doceniane– na przykład w ubiegłym roku otrzymałam Srebrną Honorową Odznakę Gryfa Województwa Zachodniopomorskiego za działania. Mam już sporą kolekcję dyplomów i podziękowań.
Najważniejsze, żeby dożyć tej 50. Może też skończyć naukę, zdać egzaminy i zacząć pracować jako terapeuta zajęciowy. Myślę o tym jeszcze, że najważniejsze, żeby zdrowie dopisywało i układało się w różnych sferach życia. No i to, żeby mojej córce się układało i zdrowotnie, i w miłości, i żeby była szczęśliwa. To jest ważne. Zawsze wierzę w to, że będzie dobrze. Bo musi być dobrze.
Galeria zdjęć
Rozmawiała: Anna Bieganowska-Skóra
Zdjęcia z archiwum prywatnego Żanety Papierskiej
Materiał powstał w ramach projektu „Wzmacniamy aktywność”
realizowanego w okresie 01.01.2025 r. – 29.02.2028 r.
przez Lubelskie Forum Organizacji Osób Niepełnosprawnych – Sejmik Wojewódzki


Zadanie publiczne jest dofinansowane ze środków PFRON
UWAGA: Pobieranie, kopiowanie i jakiekolwiek inne wykorzystanie treści dostępnych w powyższym materiale wymaga pisemnej zgody LFOON – SW będącego właścicielem serwisu www.niepelnosprawnilublin.pl.








