O pasji, oddaniu i życiu wśród niezwykłych ludzi z Wiesławą Staszczak, kierowniczką Warsztatów Terapii Zajęciowej PSONI Koło w Świdniku – rozmawia Ewelina Orzechowska.
E. O.: Pani Wiesiu, proszę opowiedzieć kilka słów o sobie.
W. S.: Od początku mojej drogi zawodowej pracuję z osobami niepełnosprawnymi. Zaczynałam jako pielęgniarka – to był mój wymarzony zawód i pierwsza szkoła, którą ukończyłam. Początkowo pracowałam z pacjentami kardiologicznymi, głównie na oddziale intensywnej terapii i reanimacji. Spędziłam tam wiele lat. Po urodzeniu dzieci zrobiłam sobie przerwę, a gdy trochę podrosły, wróciłam do pracy. Zatrudniłam się jako pielęgniarka w Domu Pomocy Społecznej w Świdniku, w filii w Kawęczynie. Pracowałam tam pięć lat. Po roku pracy ówczesna dyrektor, pani Jolanta Ślązak, zaproponowała mi miesięczny staż w Holandii. Współpracowaliśmy wtedy ze Fundacją „Pod wspólnym dachem” w Alten, którego prezesem był śp. Rob Inja. Wyjazd ostatecznie przedłużył się do półtora miesiąca.
E. O.: Co zmieniło się po powrocie?
W. S.: Po powrocie zostałam kierowniczką domu „Maria” w Domu Pomocy Społecznej im. Roba Inja w Świdniku. Pracowałam tam pięć lat, zarówno z dziećmi jak i dorosłymi mężczyznami z głęboką niepełnosprawnością intelektualną i ruchową.
E. O.: Jak trafiła Pani do Warsztatu Terapii Zajęciowej?
W. S.: To była propozycja od pani Mirosławy Greli, która tworzyła Warsztat Terapii Zajęciowej. Pomagałam jej wcześniej przy pisaniu projektów i znałyśmy się z pracy. W tamtym czasie Stowarzyszenie zajmowało tylko część obecnego budynku, który został przekazany na cele statutowe Stowarzyszeniu przez Gminę Miejską Świdnik. Ostatecznie zaproponowano mi stanowisko kierownika warsztatu. I tak, 1 czerwca 1998 roku rozpoczęłam pracę właśnie tutaj, w WTZ PSOUU [1] Koło w Świdniku. Wtedy warsztat liczył 25 uczestników z orzeczeniem o znacznym lub umiarkowanym stopniu niepełnosprawności. W Stowarzyszeniu funkcjonowała jeszcze jedna placówka – Dzienne Centrum Aktywności (DCA).
E. O.: Jak rozwinął się Wasz WTZ przez te wszystkie lata?
W. S.: Warsztat oficjalnie otwarto 8 czerwca 1998 roku. Od 1 stycznia 1999 roku powstała szósta pracownia i liczba uczestników wzrosła do 30. Finansowanie odbywało się według obowiązującego wówczas algorytmu tzn. im więcej uczestników, tym korzystniejszy budżet. W 2003 roku poszerzyliśmy warsztat o kolejne dwie pracownie i 10 nowych uczestników. Później powstała jeszcze jedna pracownia technik artystycznych. Dziś mamy 9 pracowni i 45 uczestników. WTZ PSONI Koło w Świdniku zajmuje obecnie całe piętro budynku, który został ostatnio rozbudowany. Na parterze prężnie działają również dwie pozostałe placówki prowadzone przez PSONI Koło w Świdniku, są to Dzienne Centrum Aktywności oraz Środowiskowy Dom Samopomocy.
E. O.: Jakie pracownie funkcjonują obecnie w WTZ?
W. S.: Mamy pracownię krawiecką, gospodarstwa domowego, stolarską, ceramiczną, artystyczną – witrażu, technik artystycznych, poligraficzno‑introligatorską, plastyczną, umiejętności społecznych i technik audiowizualnych. W każdej z nich odbywają się zajęcia terapeutyczne dostosowane do możliwości uczestników.
E. O.: Kim są uczestnicy warsztatu?
W. S.: To osoby dorosłe, które ukończyły 18 lat i mają orzeczenie o znacznym lub umiarkowanym stopniu niepełnosprawności ze wskazaniem do WTZ. Część trafia do nas od razu po ukończeniu 18 lat, inni później – zwłaszcza ci, którzy przedłużają edukację w Ośrodku Szkolno‑Wychowawczym.
E. O.: Jakie wsparcie otrzymują uczestnicy?
W. S.: Oprócz zajęć w pracowniach nasi Uczestnicy biorą udział w indywidualnych i grupowych zajęciach ogólnousprawniających z fizjoterapeutą. Korzystają również z pomocy psychologa zarówno w ramach badań psychologicznych, jak i przy rozwiązywaniu problemów czy tworzeniu indywidualnych programów rehabilitacyjnych. Mamy także pracownika socjalnego, który utrzymuje kontakt z rodzinami i wspiera instruktorów w pracy z uczestnikami. Nasi uczestnicy otrzymują tzw. trening ekonomiczny. Są to niewielkie, wypłacane co miesiąc środki finansowe, które stanowią dla nich dodatkową motywację do angażowania się w terapię zajęciową w WTZ.
E. O.: Czy uczestnicy mają wpływ na wybór pracowni?
W. S.: Tak, raz w roku – w grudniu – wybierają pracownię, w której chcą pracować przez kolejny rok. Bierzemy pod uwagę ich predyspozycje i możliwości. Zwykle pozostają tam, gdzie chcą, choć czasem psycholog prowadzi rozmowy i negocjuje zmianę pracowni, w której uczestnik ma większe szanse rozwoju.
E. O.: Czy uczestnictwo w Waszym Warsztacie Terapii Zajęciowej to jedynie czas w pracowniach?
W. S.: Poza podstawowymi zajęciami prowadzimy również zajęcia rozwijające pasje uczestników. Staramy się dawać im jak najwięcej możliwości do rozwoju. Mamy między innymi grupę wokalną prowadzoną przez pana Darka Tokarzewskiego, członka zespołu VOX która regularnie otrzymuje zaproszenia na różne wydarzenia. W grudniu byliśmy w Warszawie na Gali Nikiforów, gdzie uświetniliśmy wydarzenie muzycznie. Niedawno grupa wystąpiła w Chełmie, podczas przeglądu kolęd i pastorałek organizowanego przez Caritas. Jesteśmy tam stałymi gośćmi.
E. O.: Czy bierzecie udział także w większych festiwalach?
W. S.: Tak, co roku jeździmy na Ogólnopolski Festiwal Osób Niepełnosprawnych „mocART” do Opola. Uczestniczymy też w wielu przeglądach i konkursach w całym województwie. Mamy bardzo zdolnych wykonawców. Jeden z naszych wokalistów został dwa lata temu laureatem Albertiany– konkursu organizowanego przez Fundację Anny Dymnej „Mimo wszystko” i Fundację Brata Alberta. W tym roku ponownie zdobył pierwsze miejsce w kategorii solistów i wystąpi na Uroczystej Gali w Teatrze Juliusza Słowackiego w Krakowie 30 marca.
E. O.: Wiem, że działacie nie tylko muzycznie.
W. S.: O tak. Mamy także grupę teatralną „Motyle”. W 2019 roku zdobyła nagrodę Albertiany oraz maskę Krakowskiego Teatru Ludowego. Do dziś stoi u mnie w gabinecie. W tym roku również zakwalifikowaliśmy się do eliminacji regionalnych.
E. O.: Jakie jeszcze zajęcia oferujecie uczestnikom warsztatu?
W. S.: Prowadzimy grupę sportową, redakcyjną i fotograficzną. Co roku bierzemy udział w ogólnopolskim konkursie „Sztuka Osób Niepełnosprawnych”, organizowanym przez PFRON. W ubiegłym roku jeden z naszych uczestników zdobył II nagrodę w kategorii fotografia. Mamy też sukcesy w krawiectwie, ceramice i innych kategoriach artystycznych – nasi podopieczni są naprawdę utalentowani.
Działamy również w sferze rehabilitacji społecznej, organizując różnego typu treningi społeczne.
Angażujemy uczestników do udziału w wycieczkach jednio i kilkudniowych, różnego rodzaju imprezach, wydarzeniach WTZ oraz poza nim, wyjściach do muzeum, kina, czytelni, kawiarni, na kręgle, spacery itp.
E. O.: Macie zatem na koncie mnóstwo sukcesów. Czy w ostatnim czasie wydarzyło się coś szczególnie ważnego?
W. S.: Tak, ubiegły rok był dla nas wyjątkowy. Pani Dyrektor lubelskiego oddziału PFRON, Pani Monika Wac, zmotywowała nas do udziału w konkursie „Lodołamacze”. Ostatecznie odebraliśmy nagrodę w Rzeszowie, w Urzędzie Wojewódzkim. Otrzymaliśmy certyfikat w kategorii Rehabilitacja Społeczna i Zawodowa – za szczególną wrażliwość społeczną i promowanie aktywności Osób z Niepełnosprawnościami w różnych dziedzinach życia. To dla nas ogromne wyróżnienie.
E. O.: To rzeczywiście duży sukces, ale nie jedyny.
W. S.: Zgadza się. Mamy na koncie nagrody burmistrza, starosty, wiele wyróżnień za działalność i osiągnięcia naszych uczestników. To bardzo budujące.
E. O.: Poza terapią zajęciową realizujecie też projekty. Co dzieje się obecnie?
W.S.: Obecnie trwa projekt „Lubelska Strefa Cyfrowych Kompetencji”. „Niebezpieczeństwa w sieci” – to tytuł wykładu wprowadzającego w temat szkolenia. W projekcie udział biorą wszyscy uczestnicy warsztatu. Zadanie realizowane jest przez Stowarzyszenie HUMANEO w partnerstwie z Fundacją „Akademia Rozwoju”, Fundacją Instytut Edukacji”. Projekt finansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Inwestycji C 2.1.3 Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności. Beneficjentami są wszyscy uczestnicy warsztatu oraz kadra.
E. O.: Jakie jeszcze projekty realizujecie?
W.S. Poza tym w 2025 roku realizowaliśmy również projekt „Osoby ze sprawczością – Fizyczne Aspekty Mojego Dobrostanu: aktywność fizyczna, ekspresja głosowa” Projekt realizowany przez Fundację ZEW a współfinansowany ze środków PFRON. Kolejny projekt realizowany przez Stowarzyszenie na Rzecz Osób a Niepełnosprawnościami KANONIKOS w ramach którego prowadzone były zajęcia indywidualne i grupowe mające na celu nabywanie, rozwijanie i podtrzymywanie umiejętności niezbędnych do samodzielnego funkcjonowania, komunikowania się osób z uszkodzeniami słuchu, mowy, z autyzmem i niepełnosprawnością intelektualną.
Realizowaliśmy również projekt (III edycja) „Przez muzykę, teatr i taniec w świat bez granic”. Zadanie finansowane przez ROPS a realizowane przez PSONI Koło w Świdniku. Beneficjentami byli uczestnicy WTZ skupieni w grupie teatralno-tanecznej „Motyle” i wokalnej „Ach to My”.
E. O.: Wspominała Pani o rozbudowie budynku. Co się zmieniło?
W. S.: Dwa lata temu gmina Świdnik pozyskała środki na rozbudowę naszej siedziby. To budynek gminny, ale przeznaczony na potrzeby Stowarzyszenia. Prace trwały prawie dwa lata. Powstało nowe skrzydło, dzięki czemu powierzchnia warsztatu znacznie się zwiększyła. Jest przestronnie, komfortowo, naprawdę świetne warunki do pracy. W październiku ubiegłego roku mieliśmy oficjalne otwarcie nowej części. Znajdują się tam trzy pracownie, a sześć pozostało w starej części budynku. Całość tworzy teraz bardzo funkcjonalną, dobrze wyposażoną przestrzeń.
E. O.: Czy Pani osobiście otrzymała jakieś nagrody lub wyróżnienia za działalność społeczną?
W. S.: Tak, otrzymałam kilka nagród – zarówno od starosty, jak i od burmistrza. Trochę się tego nazbierało przez lata. Jedna z nich to Res Sacra Miser, wręczony przez Starostę Powiatu Świdnickiego. Od burmistrza otrzymałam wyróżnienie przy okazji jubileuszu dwudziestolecia warsztatów (Amicus Civitatis).
E. O.: A skąd wzięła się pasja do pracy z osobami z niepełnosprawnością?
W. S.: Zaczęło się w Domu Pomocy Społecznej w Świdniku. Wtedy też podjęłam studia z pedagogiki specjalnej w Warszawie, na uczelni im. Grzegorzewskiej, aby podnieść kwalifikacje. Pracując już w WTZ ukończyłam studia podyplomowe w zakresie doradztwa zawodowego i organizację pomocy społecznej. Tak krok po kroku budowałam swoje kompetencje.
E. O.: Co najbardziej fascynuje Panią w pracy z osobami z niepełnosprawnością intelektualną?
W. S.: To jest niesamowicie pasjonujące. Widzi pani ich drobne postępy – takie, które dla innych są niewidoczne – a oni cieszą się z nich jak z największego sukcesu. Otwierają się, próbują nowych rzeczy, przełamują swoje bariery. To daje ogromną satysfakcję.
E. O.: Wspominała Pani, że czasem rodzice mają opory przed udziałem ich dzieci w stażach czy wyjazdach.
W. S.: Tak, bywa różnie. Organizujemy wyjazdy studyjne do Zakładów Aktywności Zawodowej, na przykład do Rymanowa. Tam uczestnicy mogą zobaczyć, jak wygląda praca w hotelarstwie, gastronomii czy ogrodnictwie. Mogą spróbować swoich sił. Ale część rodziców ma obawy, że podjęcie pracy czy stażu odbierze ich dzieciom przyznane świadczenia. W tej sytuacji prosimy o pomoc prawnika i wyjaśnienie przepisów.
E. O.: Jakimi osobami są uczestnicy warsztatów?
W. S.: Są cudowni. Ciepli, otwarci, wdzięczni. Potrzebują uwagi i troski, ale też bardzo chcą pracować. Mobilizuje ich to, że instruktor stoi obok i pokazuje krok po kroku, co mają zrobić. Nie zawsze jednak wszystko jest kolorowe, zdarzają się i problemy w społeczności WTZ, ale dzięki zaangażowaniu kadry udaje się je rozwiązywać. Kiedy widzę ich w kuchni – jak kroją, mieszają, gotują czy w pracowni ceramicznej wykonują przepiękne przedmioty z gliny, w pracowni witrażu, gdzie mozolnie wycinają, szlifują elementy szklane, z których powstaje piękna kolorowa praca- witraż– to serce rośnie. Ich prace są piękne i jedyne w swoim rodzaju. Mogłabym tak mówić nie tylko o pracowniach, ale również o zajęciach dodatkowych, w których ciężko pracują, aby uzyskać piękny efekt. Każdy ma swoje zadanie i każdy chce wykonać je jak najlepiej. Oczywiście ogromna w tym zasługa instruktorów, bo to oni dbają o estetykę, o technikę, o każdy szczegół. Mamy świetnych terapeutów zajęciowych – wykształconych, zaangażowanych, z przygotowaniem pedagogicznym. Dzięki nim uczestnicy mogą rozwijać skrzydła.
E. O.: Organizujecie dla uczestników wycieczki?
W. S.: To dla nas bardzo ważny element pracy – nie tylko terapia, ale też integracja, radość, wspólne przeżycia. Co roku organizujemy jedną dużą, kilkudniową wycieczkę – zwykle trwa sześć, czasem siedem dni. W ubiegłym roku byliśmy w Muszynie. Zwiedzaliśmy okolicę, spacerowaliśmy, chłonęliśmy atmosferę. Uczestnicy byli zachwyceni. W tym roku złożyliśmy już wniosek do PCPR-u na wyjazd na Dolny Śląsk. Mamy zarezerwowany nocleg w Karpaczu, który będzie naszą bazą wypadową. Ustaliliśmy już koszty, mamy zapewnione noclegi i posiłki, a nawet wstępnie umówionego przewodnika.
E. O.: Uczestnicy chcieli wrócić w góry?
W. S.: Po zeszłorocznym wyjeździe byli tak zachwyceni, że od razu prosili o kolejny górski kierunek. Kiedy przygotowywaliśmy program, sami przynosili propozycje, wyszukiwali miejsca w Internecie. Oni naprawdę żyją tymi wyjazdami. Kończy się jedna wycieczka, a oni już pytają: „Kiedy następna?”.
E. O.: A poza tą dużą wycieczką?
W. S.: Wyjeżdżamy też do kina, teatru, organizujemy Święto Pieczonego Ziemniaka. Czasem idziemy do McDonalda, a latem odwiedzamy zaprzyjaźnioną Gospodę Leśną. Tam śpiewają, pieką kiełbaski, bawią się – są wtedy naprawdę szczęśliwi. Chodzi o to, żeby ich codzienność nie była tylko pracą i terapią, ale też przyjemnością.
E. O.: Jak uczestnicy grup artystycznych reagują na liczne próby do występów?
W. S.: Czasem narzekają, że instruktorzy ich „męczą”. (śmiech). Próby są wymagające, szczególnie w grupie teatralnej, gdzie jest aż 14 osób. Trzeba zgrać taniec, śpiew, ruch sceniczny. W ubiegłym roku po raz pierwszy wprowadziliśmy tekst mówiony. Do tej pory były tylko ruch i muzyka. Od momentu wprowadzenia do spektaklu tekstu doszła dodatkowa trudność i stres, ale też nowe doświadczenie i krok naprzód. Radzą sobie świetnie. Widać, jak się rozwijają, przełamują własne bariery. I to jest w tej pracy najpiękniejsze.
E. O.: Jak z Pani perspektywy wygląda dziś społeczny odbiór osób z niepełnosprawnością intelektualną? Czy coś się zmieniło przez te lata?
W. S.: Dwadzieścia pięć lat temu ludzie często patrzyli na takie osoby z pobłażaniem albo dystansem. „A co on może zrobić?” – słyszało się nieraz. Dziś to zupełnie inna rzeczywistość. Podejście społeczeństwa do osób z niepełnosprawnością intelektualną bardzo się zmieniło. W Świdniku jesteśmy bardzo dobrze przyjmowani. Obsługa w restauracjach, w kinie – wszyscy są życzliwi, uprzejmi. Nigdy nie spotkaliśmy się z odmową, krzywym spojrzeniem, przykrym komentarzem. Na wycieczkach jest podobnie. Jesteśmy mile witani, ludzie są pomocni, otwarci. Jeśli mamy jakieś potrzeby – zgłaszamy i wszystko jest załatwiane. Naprawdę, świat się zmienił. I to widać na każdym kroku. Obserwujemy te zmiany szczególnie podczas organizowanego w maju przez PSONI Koło w Świdniku corocznego festynu plenerowego z okazji Dnia Godności Osoby z Niepełnosprawnością Intelektualną. Przez dwa ostatnie lata odbywał się w muszli koncertowej w Świdniku, bo na terenie Stowarzyszenia trwały prace związane z rozbudową siedziby PSONI. W tym roku wracamy przed nasz budynek – wynajmujemy profesjonalną scenę, nagłośnienie, zapraszamy artystów. To bardzo duże wydarzenie.
E. O.: To będzie przegląd artystyczny?
W. S.: To będzie przegląd piosenki, tańca i teatru. Już mogę powiedzieć oficjalnie odbędzie się 31 maja. Już 27. edycja festynu. Zapraszamy około dziesięciu grup artystycznych: zespoły wokalne, teatralne, taneczne. Zawsze występują nasi uczestnicy, ale też zaprzyjaźnione stowarzyszenia i ośrodki. Mamy również stałych gości jak Zespół Tańca Ludowego „Leszczyniacy”. Zawsze są z nami pan Lech i pani Beata Leszczyńscy. Do tego grupy z Miejskiego Ośrodka Kultury i Spółdzielczego Domu Kultury, zespoły senioralne, pokazy sportowe pana Piotra Bernata. Każdy może zaprezentować swoje talenty.
E. O.: A oprócz występów?
W. S.: Organizujemy wystawę prac osób niepełnosprawnych uczestników WTZ jak również dwóch pozostałych placówek Stowarzyszenia (DCA i ŚDS) ze wszystkich naszych placówek. A mamy ich trzy: Dzienne Centrum Aktywności dla dzieci do 18. roku życia, Środowiskowy Dom Samopomocy oraz Warsztat Terapii Zajęciowej. Każda placówka przygotowuje swoje stoisko. To naprawdę duża impreza – są władze miasta, powiatu, pracownicy, rodziny. Uczestnicy naszej pracowni gastronomicznej przygotowują poczęstunek. Artyści dostają statuetki, dyplomy, upominki. To dla nich wielkie święto.
E. O.: Co daje Pani osobiście ta praca?
W. S.: Wie Pani… ja nie potrafię bez niej funkcjonować. Kiedy były święta i mieliśmy kilka dni wolnego, chodziłam po domu i nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Ta praca to ogromna część mojego życia – 27 lat.
E. O.: To słychać w Pani głosie. Opowiada Pani z prawdziwą pasją.
W. S.: Bo to jest prawdziwa pasja. I chyba zaczęła się jeszcze zanim tu trafiłam. Wyszłam za mąż, a mój mąż miał brata z zespołem Downa – Waldka. To była pierwsza osoba z niepełnosprawnością intelektualną, którą poznałam tak blisko. Był niesamowicie ciepły, serdeczny. Kiedy moje dzieci były małe, tylko on potrafił uśpić najstarszego syna. Brał go na ręce, zamykał się w pokoju i chodził z nim, aż zasnął. Taki był – dobry, spokojny, kochany. I wie Pani… oni wszyscy tacy są.
E. O.: Dlatego przychodzi Pani tu z przyjemnością?
W. S.: Oczywiście. Bywają trudne momenty, bo życie intelektualne tych osób bywa skomplikowane. Mimo wszystko ta praca jest bardzo wdzięczna, potrzebna i daje ogromną satysfakcję. Widzę, jak uczestnicy i ich rodzice są szczęśliwi, kiedy wszystko działa. A kiedy coś się zepsuje – choćby samochód – to od razu panika: „Boże, co my będziemy robić w domu?”. Najtrudniejszy był lockdown. Kupowaliśmy materiały, rozwoziliśmy je do domów, prowadziliśmy zajęcia przez Messengera. Codziennie. Oni byli zamknięci, odcięci od swojej rutyny – to był dla nich dramat.
E. O.: Została Pani w tej pracy, mimo że mogłaby już odpoczywać.
W. S.: Cały czas jestem kierownikiem tej placówki, od samego początku jej istnienia. I choć formalnie jestem na emeryturze, to wciąż pracuję, bo to jest moje miejsce, moje życie. Gdybym się tu nie spełniała, mając emeryturę, mogłabym po prostu odejść. Na szczęście Zarząd Koła pozwolił mi dalej pracować i jestem im za to bardzo wdzięczna.
E. O.: A co poza pracą?
W. S.: Uwielbiam podróżować. To moja druga wielka pasja. Najczęściej wyjeżdżam na turnusy rehabilitacyjne. Mam umiarkowany stopień niepełnosprawności – problemy z trzustką, trochę powikłań – więc takie wyjazdy bardzo mi pomagają. Lubię małe, spokojne miejscowości Na przykład Villa Widokowa Wojna na obrzeżach Zakopanego. Czy Jubilat CRiR w Wiśle. Niewielki ośrodek, domowe jedzenie, świetna rehabilitacja i przepiękne tereny. Albo Wisła byłam tam dwa, może trzy razy. Też górski klimat, pięknie wyremontowana baza zabiegowa. To są krótkie, dwutygodniowe pobyty, bo tyle mogę sobie pozwolić w pracy. Jeden zwykle w wakacje, drugi w marcu lub kwietniu, zanim zacznie się gorący okres przygotowań do festynu.
E. O.: I to Panią regeneruje?
W. S.: Bardzo. Ładuję tam akumulatory, spaceruję, odpoczywam. Mimo to cały czas jestem w kontakcie z placówką – wysyłam zdjęcia, uczestnicy warsztatu piszą: „Pani Wiesiu, co u Pani?”. Niektórzy mówią do mnie: „Mamusia nasza”. To jest bardzo wzruszające.
E. O.: Czy chciałaby Pani podzielić się z naszymi czytelnikami jakąś myślą, która jest Pani szczególnie bliska?
W. S.: Nigdy nie wolno się poddawać. Trzeba pracować z każdym człowiekiem nawet jeśli na początku wydaje się, że coś jest niemożliwe. Trzeba uwierzyć w człowieka, bo po dłuższym czasie terapii, prób, ćwiczeń… on naprawdę może opanować daną czynność. A kiedy to się uda, to jest największy sukces terapii. Wiara, cierpliwość i akceptacja to moim zdaniem fundament rehabilitacji. Kiedyś osoby z niepełnosprawnością intelektualną były najbardziej narażone na brak akceptacji. Nasza śp. prezes, pani Krystyna Mrugalska, mówiła, że to właśnie ta grupa jest najczęściej odrzucana. Bo ludzie nie potrafią sobie wyobrazić, że dorosły człowiek – czterdziesto-, pięćdziesięcioletni – może funkcjonować jak dziecko trzyletnie. A przecież oni mają swoją wizję świata, swoje tempo, swoje emocje. Idzie się z nimi na lody – trzeba komuś wytrzeć buzię. Dla niektórych to szok. Ale na szczęście to się zmienia.
E. O.: Wspominała Pani, że Świdnik jest bardzo przyjazny.
W. S.: Bardzo. Zarówno mieszkańcy, jak i władze miasta oraz powiatu – wszyscy są nam życzliwi. Naprawdę czujemy, że jesteśmy w dobrym miejscu.
E. O.: Może jakaś anegdota?
W. S.: O, anegdotek jest mnóstwo. Czasem uczestnicy powiedzą coś tak zabawnego, że wszyscy wybuchamy śmiechem. Generalnie jednak są bardzo wyważeni, spokojni, stateczni. Na wycieczkach nigdy nie ma samowolki. Zawsze mówią: „Jestem w grupie u pana Marka”, „Jestem u pani kierownik”, „Jestem u pani Kasi”. I koniec dyskusji. Jak pani Ania powie – tak będzie.
E. O.: Czyli są bardzo odpowiedzialni?
W. S.: Tak. Zwłaszcza na wyjazdach. Kiedy jedzie 35–36 osób i sześciu opiekunów, to jest sporo pracy. Jedni dbają o czystość i estetykę, inni mają z tym trudność trzeba pomóc, dopilnować higieny, czasem umyć komuś głowę, wysuszyć włosy, ale robimy to z serca. Szukamy im też różnych atrakcji – ostatnio chcemy wprowadzić zajęcia na basenie, żeby mogli poćwiczyć w wodzie. Jest coraz więcej chętnych. To jest piękne. Ta ich ciekawość, chęć przeżywania nowych rzeczy, ta radość. Tak właśnie wygląda praca z naszymi uczestnikami.
Galeria zdjęć
Rozmawiała: Ewelina Orzechowska
Zdjęcia z archiwum prywatnego Wiesławy Staszczak
Przypisy
[1] przyp. red. Skrót PSOUU pochodzi od nazwy Polskie Stowarzyszenie na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym, która obowiązywała do 13 września 2016 r. Wówczas, na mocy Uchwały Nr 14/IX/2016, organizacja przyjęła nową nazwę: Polskie Stowarzyszenie na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną (PSONI). W przywołanym fragmencie zachowano historyczne brzmienie nazwy właściwe dla roku 1998.
Historia Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym Koło w Świdniku (obecnie: Polskie Stowarzyszenie na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną Koło w Świdniku) została szerzej opisana w publikacji Organizacje członkowskie Lubelskiego Forum Organizacji Osób Niepełnosprawnych – Sejmik Wojewódzki w latach 1994–2025 (s. 147–151). ↩ Powrót do treści
Materiał powstał w ramach projektu „Wzmacniamy aktywność”
realizowanego w okresie 01.01.2025 r. – 29.02.2028 r.
przez Lubelskie Forum Organizacji Osób Niepełnosprawnych – Sejmik Wojewódzki


Zadanie publiczne jest dofinansowane ze środków PFRON
UWAGA: Pobieranie, kopiowanie i jakiekolwiek inne wykorzystanie treści dostępnych w powyższym materiale wymaga pisemnej zgody LFOON – SW będącego właścicielem serwisu www.niepelnosprawnilublin.pl.








