Wszystko zaczęło się od tego, że w 26. tygodniu ciąży urodził się mój syn. Niestety, powikłania okołoporodowe spowodowały, że rozpoznano u niego mózgowe porażenie dziecięce. Chcąc ratować własne dziecko, trafiłem do organizacji pozarządowej, która zajmowała się takimi osobami. Zaangażowałem się tam, a następnie z uwagi na moją wiedzę zawodową i doświadczenie zostałem prezesem i kontynuowałem to działanie.
Jakie cechy sprawiły, że zostałem wybrany na to stanowisko? Myślę, że odpowiedzialność i umiejętność wsparcia ludzi w trudnych chwilach.
W pełnieniu roli lidera najważniejsze jest, aby działać patrząc przez pryzmat organizacji, jej interesu, potrzeb i jej dobra. Człowiek musi przestać dostrzegać swoje indywidualne interesy i korzyści. Trzeba też działać zgodnie z własnym sumieniem i pamiętać, że to nie moje dziecko jest na pierwszym miejscu, tylko właśnie osoba obca. To podstawowe cechy.
Angażując się w działalność organizacji, mam większe możliwości wsparcia własnego syna, a jednocześnie wsparcia osób, które mają mniejsze predyspozycje, mniej odnajdują się w działaniu. Dużo łatwiej realizować zadania będąc w jakiejś strukturze. Dużo trudniej byłoby realizować cele, gdybym dążył do tego na własną rękę, samodzielnie, w kręgu czterech ścian. Często nie liczy się swojego czasu, swoich kosztów. Wiadomo: to jest indywidualna sprawa, ale czasem trzeba wyrzec się własnych przyjemności na rzecz działania, wsparcia osób potrzebujących. Przerzucić swoje działania na potrzeby innych – to daje dużo satysfakcji i zrozumienia ze strony osób postronnych, życzliwości. Czasem trudno jest się wyzbyć tego , jak ja to nazywam „jednoosobowego działania”. Gdy to się uda, jest nam zdecydowanie lepiej żyć i działać w naszych społecznościach lokalnych. Odczuwam ogromną satysfakcję, gdy jestem w gronie tych 150 osób, podopiecznych naszego Stowarzyszenia i widzę te osoby uśmiechnięte. Zawsze wtedy myślę, że nieważne, ile czasu musiałem poświęcić. Ważne, że ludzie są zadowoleni.
