O historii, sile wspólnoty, wolontariacie, pasji i potrzebie przekazania pałeczki kolejnemu pokoleniu kobiet z Grażyną Chaberko, prezes Lubelskiego Stowarzyszenia Amazonek - rozmawia Ewa Fiut.
Lubelskie Stowarzyszenie Amazonek świętuje 35 lat działalności. To trzy i pół dekady obecności kobiet, które po doświadczeniu raka piersi nie tylko próbowały na nowo poukładać własne życie, ale również wyciągały rękę do tych, które dopiero rozpoczynały swoją drogę przez diagnozę i leczenie. O początkach Stowarzyszenia, codziennym wsparciu, wolontariacie, zmianach pokoleniowych, działalności społecznej i przyszłości Amazonek rozmawiamy z Grażyną Chaberko.
To rozmowa o tradycji, która ma znaczenie, ale też o rozwoju. Bo jeśli Amazonki mają trwać przez kolejne lata, muszą nie tylko chronić to, co stworzyły wcześniejsze pokolenia, lecz także otwierać się na nowe potrzeby kobiet, nowe formy kontaktu i nowe osoby gotowe wziąć odpowiedzialność za wspólnotę.
Jubileusz, historia i początki
E.F.: 35 lat działalności Lubelskich Amazonek to ogromny kawałek historii. Kiedy patrzy Pani na te wszystkie lata, co napawa Panią największą dumą?
G.Ch.: Największą dumą jest dla mnie przede wszystkim to, że po tych 35 latach nadal jesteśmy i że kobiet przychodzących do nas jest coraz więcej. Oczywiście mówię o tej liczbie w pewnym cudzysłowie, bo trudno cieszyć się z tego, że coraz więcej kobiet choruje.
Ale jestem dumna z tego, że kobiety nie zamykają się po chorobie w domu. Nie patrzą w ścianę, tylko wychodzą do ludzi. Chcą normalnie żyć po tych wszystkich przeżyciach.
Mamy w Stowarzyszeniu panie, które są Amazonkami od samego początku. Jest kilka kobiet, które są z nami od 35 lat. Mamy również bardzo aktywne Amazonki w wieku ponad 80 lat. Jeżdżą z nami na pielgrzymki, wycieczki, przychodzą na spotkania. To pokazuje, jak ważny jest dla nich ten kontakt.
E.F.: Jak zaczęła się historia Lubelskich Amazonek?
G.Ch.: W 1991 roku wokół kobiet po operacjach zaczęły działać osoby związane ze szpitalem: lekarze, rehabilitanci, psychologowie i pielęgniarki. Chciały po prostu zjednoczyć kobiety, które zachorowały.
Na początku kobiety po operacjach spotykały się w klubie przy szpitalu. Było to niewielkie miejsce, gdzie można było usiąść, porozmawiać i spotkać inne kobiety po podobnych doświadczeniach. Później ta działalność przekształciła się w oficjalnie zarejestrowane stowarzyszenie.
Przy okazji 35-lecia udało nam się ponownie nawiązać kontakt z jedną z osób związanych z początkami ruchu i mamy nadzieję, że będzie mogła uczestniczyć w jubileuszu. Niestety wielu osób, które tworzyły te początki, już z nami nie ma.
Wsparcie i codzienność
E.F.: Choroba nowotworowa dotyka nie tylko ciała, ale też psychiki i codzienności. Jak wygląda wsparcie Amazonek w tych najbardziej zwyczajnych sytuacjach?
G.Ch.: Bardzo często chodzi o rzeczy, które dla kogoś z zewnątrz mogą wydawać się drobne. Kobieta pyta: czy to, co mi się dzieje, jest normalne, czy u was ręka też puchła, czy was bolało, jak się czułyście po leczeniu.
My możemy powiedzieć: tak, też przez to przechodziłyśmy. Nie zastępujemy lekarza, ale bardzo ważne jest zobaczenie przed sobą osoby, która miała podobne doświadczenie, przeżyła leczenie, a dziś funkcjonuje normalnie.
To daje człowiekowi myśl: muszę ten czas przejść, poddać się leczeniu, bo po drugiej stronie można dalej żyć.
E.F.: Czy sama obecność innych kobiet może być formą terapii?
G.Ch.: Tak. Nie każda kobieta po operacji od razu chce wrócić do normalnego życia i aktywności. Ale kiedy trafia do grupy, grupa potrafi ją pociągnąć.
Widząc kobiety, które przeszły podobną drogę i funkcjonują normalnie, zaczyna rozumieć, że choroba nie musi być już zawsze na pierwszym miejscu.
Bardzo dużo zależy też od tego, czy kobieta ma wsparcie w domu. Osoba, która pozostaje sama, może być bardziej zamknięta. Wtedy tym bardziej potrzebuje ludzi. Dla niektórych Stowarzyszenie staje się po prostu drugim domem.
E.F.: Co dzieje się z kobietą, która po raz pierwszy trafia do Stowarzyszenia?
G.Ch.: Najważniejsze nie jest dla mnie od razu to, żeby powiedzieć: zapisz się, trzeba płacić składki. Składki są symboliczne. Najpierw trzeba człowieka poznać.
Jeżeli ktoś dzwoni, rozmawiam z nim. Kiedy przychodzi młodsza kobieta, staram się przedstawić ją młodszym koleżankom i powiedzieć: zajmijcie się nią, porozmawiajcie.
Taka osoba przede wszystkim często potrzebuje wyrzucić z siebie to, co ją boli i czego się boi. Koleżanki mogą powiedzieć: miałam podobnie, u mnie wyglądało to tak. Nie jesteśmy lekarzami i nie leczymy, ale mamy własne doświadczenie.
Chodzi o to, żeby kobieta wychodząc od nas miała poczucie: trafiłam w dobre miejsce, ktoś mnie rozumie i nie jestem sama.
E.F.: Czy kobiety mogą otrzymać również wsparcie telefoniczne i psychologiczne?
G.Ch.: Tak. Prowadzę sporo rozmów telefonicznych. Czasem kobieta nawet później nie przychodzi do klubu. Potrzebuje tylko dowiedzieć się, co zrobić, gdzie się udać, z kim porozmawiać.
Jeśli sama nie mam wystarczającej wiedzy, na przykład dlatego, że moje leczenie było 20 lat temu, a metody leczenia się zmieniają, kieruję kobietę do młodszych koleżanek, które przechodziły podobne leczenie niedawno.
Jeśli potrzebne jest wsparcie psychologa, mamy kontakty do specjalistów i współpracujemy z innymi organizacjami. Mamy współpracę z Centrum Interwencji Kryzysowej i z fundacjami. Jeżeli same nie możemy czegoś zapewnić, staramy się wskazać miejsce, gdzie można otrzymać profesjonalną pomoc.
Czasem najważniejsze nie jest zbudowanie wszystkiego samemu, tylko wiedzieć, dokąd człowieka skierować.
Wolontariat i pomoc w szpitalach
E.F.: Przez wiele lat ważnym elementem działalności Amazonek był wolontariat na oddziałach szpitalnych. Jak wyglądało to kiedyś i jak wygląda dziś?
G.Ch.: Na początku Amazonki bardzo intensywnie chodziły na oddziały. Sama spotkałam Amazonki jeszcze przed swoją operacją. Przyszłam do szpitala w czwartek, w piątek miałam operację, a właśnie w czwartek na oddział przyszły Amazonki. Pamiętam nawet, jak były ubrane. Takie spotkanie przed operacją naprawdę zostaje w człowieku.
Później ta działalność osłabła. Duży wpływ miał COVID, kiedy przestałyśmy mieć dostęp do szpitali. Wolontariuszki, które wcześniej chodziły na oddziały, również się zestarzały i nie wszystkie mają już siłę kontynuować tę działalność.
Chcemy jednak wolontariat odbudować.
E.F.: Czy młodsze Amazonki będą w tym pomagać?
G.Ch.: Mam taką nadzieję. I właściwie już zaczynają. Na szkolenie dla ochotniczek zgłosiło się około 15 kobiet, w dużej części młodszych. To bardzo mnie cieszy.
Takie osoby muszą być przygotowane do rozmowy z pacjentką. Inaczej rozmawiamy ze sobą w klubie, kiedy wszystkie mamy podobne doświadczenia, a inaczej trzeba rozmawiać z kobietą przed operacją albo chwilę po niej.
Dlatego szkolenia są ważne. Chcemy, żeby ochotniczki wiedziały, jak wspierać pacjentki, nie przekraczać pewnych granic i być dla nich pomocą. Mam nadzieję, że po szkoleniach uda się tę działalność ponownie mocno rozwinąć.
E.F.: Dzisiaj w szpitalach funkcjonują także koordynatorzy leczenia. Jaka jest więc rola Amazonki?
G.Ch.: To bardzo dobre rozwiązanie, że są koordynatorzy. Ich zadaniem jest prowadzić pacjentkę od diagnozy przez kolejne etapy leczenia. To może bardzo usprawnić cały proces.
Natomiast Amazonka ma trochę inną rolę. Ona nie organizuje leczenia. Ona może powiedzieć: ja też przez to przeszłam. To jest doświadczenie, którego nie da się zastąpić procedurą czy dokumentem.
Koordynator pomaga pacjentce przejść przez system, a Amazonka może pomóc jej przejść przez emocje.
Pokolenia, nowe potrzeby i rozwój
E.F.: W Stowarzyszeniu spotykają się dziś różne pokolenia. Czego potrzebują starsze Amazonki, a czego kobiety młodsze?
G.Ch.: Te potrzeby są różne. Starsze panie często są już same. Dzieci są dorosłe, usamodzielnione, czasem nie ma już męża. Dla nich Stowarzyszenie staje się drugim domem. Mogą raz w tygodniu przyjść, napić się kawy czy herbaty, porozmawiać, kilka razy w roku pojechać na wycieczkę czy uczestniczyć w jakimś wydarzeniu.
Młodsze kobiety są na innym etapie. Mają 40 czy 50 lat, pracują, mają rodziny, dzieci i inne obowiązki. Po diagnozie bywają też bardziej wystraszone. Potrzebują rozmowy i zobaczenia, że są kobiety, które przeszły to samo wiele lat wcześniej i żyją normalnie. To daje nadzieję.
E.F.: Jak Pani widzi miejsce młodszych kobiet w Stowarzyszeniu?
G.Ch.: Bardzo liczę na młodsze kobiety. Mam 70 lat i wiem, że młodsze pokolenie chce czasem czegoś innego niż starsze panie. I bardzo dobrze.
Chciałabym coraz więcej rzeczy przekazywać właśnie młodszym Amazonkom. Jedna osoba nie jest w stanie robić wszystkiego. Jeśli przychodzi ktoś z nowym pomysłem, próbujemy znaleźć młodszą osobę, która może się nim zająć.
Młodsze dziewczyny nie powinny tylko czekać, aż ktoś przygotuje dla nich gotową receptę. Powinny również chcieć ją współtworzyć. To właśnie jest potrzebne, wymiana pokoleń.
E.F.: Jak Stowarzyszenie otwiera się na nowe formy działania?
G.Ch.: Coraz więcej osób samo do nas przychodzi i proponuje różne inicjatywy. Organizowane są zajęcia, rękodzieło, spotkania, sesje zdjęciowe. Niedawno same brałyśmy udział w takiej sesji i nawet usłyszałam, że mam talent na modelkę.
To pokazuje, że można robić rzeczy zupełnie inne niż tylko rozmawiać o chorobie.
I właśnie młodsze dziewczyny mogą bardzo dużo tutaj wnieść. Mają inne pomysły, inne spojrzenie, lepiej odnajdują się w nowych formach komunikacji. Chciałabym, żeby coraz więcej tych działań przejmowały.
E.F.: Dzisiaj kobiety po diagnozie bardzo często szukają informacji w Internecie. Jak Pani na to patrzy?
G.Ch.: Internet daje ogromne możliwości, ale trzeba korzystać z niego rozsądnie. Jest bardzo dużo porad i różnych osób, które występują jako specjaliści. Trzeba sprawdzać, czy rzeczywiście mamy do czynienia z profesjonalistą.
Podobnie z poradami dotyczącymi leczenia czy suplementów. Można szukać informacji i dodatkowego wsparcia, ale lekarz prowadzący musi wiedzieć, co pacjentka stosuje. Niektóre rzeczy mogą mieć wpływ na leczenie.
Nie można opierać decyzji medycznych wyłącznie na tym, co powiedział Internet czy sztuczna inteligencja.
Pasja, odpowiedzialność i przyszłość
E.F.: Słuchając Pani, mam wrażenie, że działalność w Stowarzyszeniu to już nie tylko funkcja prezesa, ale prawdziwa pasja. Czy kiedyś przypuszczała Pani, że tak mocno zaangażuje się w działalność społeczną?
G.Ch.: Nie sądzę, żebym kiedyś myślała o sobie w ten sposób. To przyszło z czasem. Człowiek zaczyna działać, poznaje ludzi, widzi, że może być potrzebny, i nagle okazuje się, że to staje się bardzo ważną częścią życia.
Dzisiaj Amazonki zajmują ogromną część mojego czasu. To spotkania, telefony, organizacja, dokumenty, rozmowy, wydarzenia i zwykła obecność przy kobietach. Myślę, że można powiedzieć, że stało się to moją pasją.
Ale każda pasja, szczególnie społeczna, wymaga też siły i odpowiedzialności.
E.F.: Prowadzenie Stowarzyszenia to zapewne duża odpowiedzialność. Jak radzi sobie Pani z tą presją?
G.Ch.: Nie zawsze jest łatwo. Prowadzenie Stowarzyszenia to nie tylko spotkania i wydarzenia. To także bardzo dużo biurokracji, organizowania i odpowiadania na potrzeby wielu osób. Część rzeczy robię w domu. Szczególnie przed jubileuszem pracy jest bardzo dużo.
Staram się odpoczywać. Kiedy wracam do domu, czasem po prostu włączam telewizję, rozwiązuję krzyżówkę i próbuję myśleć o czymś innym. Mam też wsparcie męża i rodziny.
Zdarza się jednak, że muszę zadzwonić do koleżanki, wykrzyczeć się, czasem nawet wypłakać. Zanim napiszę coś na grupie zdenerwowana, wolę najpierw zadzwonić i poczekać, aż emocje trochę opadną.
Coraz częściej myślę też, że mam już swoje lata i należy mi się trochę życia. Dlatego chciałabym część odpowiedzialności przekazać młodszym.
E.F.: Czy właśnie na tym polega ten most między pokoleniami?
G.Ch.: Tak. Przychodzą kobiety 50+, przychodzą młodsze, a mamy także panie po osiemdziesiątce. Każda grupa potrzebuje trochę czegoś innego, ale możemy się uzupełniać.
Starsze Amazonki mają ogromne doświadczenie. Młodsze mają energię, znajomość dzisiejszego świata, internetu i nowych sposobów działania. Piękne jest właśnie to, że możemy się mieszać i uczyć od siebie.
Ale młode kobiety również muszą chcieć się zaangażować. Nie tylko czekać, aż ktoś coś dla nich zorganizuje, ale same tworzyć nowe rozwiązania.
E.F.: Gdyby dziś lekarz przekazywał kobiecie diagnozę raka piersi, co chciałaby Pani, żeby powiedział jej oprócz informacji medycznych?
G.Ch.: Chciałabym, żeby dał jej taką dodatkową receptę: zadzwoń albo idź do Amazonek.
Nie dlatego, że rozwiążemy każdy problem. Nie możemy obiecać, że na wszystko znajdziemy odpowiedź. Ale można przyjść, zobaczyć, porozmawiać.
Nie każdej osobie odpowiada duża grupa. Ktoś może wejść do sali, zobaczyć wiele kobiet i pomyśleć: to nie dla mnie. I to też trzeba uszanować. Można jednak zacząć od telefonu, od jednej rozmowy, od spotkania z jedną czy dwiema kobietami.
Najważniejsze, żeby wiedzieć, że taka możliwość istnieje.
E.F.: Czego życzyłaby Pani Lubelskim Amazonkom na kolejne lata?
G.Ch.: Przede wszystkim tego, żeby młodsze kobiety przejęły to, co zostało stworzone przez wcześniejsze pokolenia, i rozwijały to po swojemu.
Niech szukają nowych sposobów wspierania kobiet. Niech zachowają to, co najważniejsze, czyli doświadczenie, bliskość i rozmowę, ale jednocześnie niech tworzą coś nowego.
Bo choroba się zmienia, leczenie się zmienia, świat się zmienia i kobiety również się zmieniają. A Amazonki powinny zmieniać się razem z nimi.
Galeria zdjęć
Rozmawiała: Ewa Fiut
Foto z archiwum prywatnego Grażyny Chaberko
Materiał powstał w ramach projektu „Wzmacniamy aktywność”
realizowanego w okresie 01.01.2025 r. – 29.02.2028 r.
przez Lubelskie Forum Organizacji Osób Niepełnosprawnych – Sejmik Wojewódzki
Zadanie publiczne jest dofinansowane ze środków PFRON
UWAGA: Pobieranie, kopiowanie i jakiekolwiek inne wykorzystanie treści dostępnych w powyższym materiale wymaga pisemnej zgody LFOON – SW będącego właścicielem serwisu www.niepelnosprawnilublin.pl.



