W kameralnej atmosferze lubelskiej Galerii Art Brut odbyło się pożegnanie z wystawą Bartłomieja Gucmy. 30 kwietnia 2026 roku był ostatnią okazją, by w skupieniu skonfrontować się z malarstwem będącym intymnym spotkaniem z obrazami, które zdają się pulsować silnymi emocjami, ukrytymi pod warstwami farby i intensywną czerwienią. To doświadczenie malarstwa, które uderza w widza czystą, nieprzefiltrowaną emocją.
Spotkanie otworzyła Maria Pietrusza-Budzyńska, która w kilku mocnych zdaniach nakreśliła wagę tej ekspozycji. Zwróciła uwagę na znakomitą technikę Gucmy, która pozwala mu na swobodne budowanie kontrowersji w sposobie przedstawiania rzeczywistości. W jej słowach wybrzmiał podziw dla wielkiej odwagi malarza – odwagi do bezwstydnego pokazywania boleści i jednoczesnej radości istnienia. To właśnie to napięcie między cierpieniem a witalnością stało się osią, wokół której krążyli goście tego wieczoru.
Malarstwo jako schronienie
Bartłomiej Gucma podzielił się osobistym tłem swojej pracy. „Wystawa to próba uchwycenia bardzo trudnego momentu w moim życiu […]” – przyznał artysta. Ta szczerość była wyczuwalna w każdym pociągnięciu pędzla. Na ścianach galerii nie wisiały po prostu obrazy; wisiały tam próby nadania formy temu, co nieuchwytne.
W centrum uwagi niezmiennie pozostawała postać kobiety. Niemal zjawa, przywoływana z determinacją na płótno, zdawała się obserwować gości z każdego zakątka sali. To nie były portrety w klasycznym sensie, to były próby zmaterializowania obecności kogoś, kto wymyka się definicjom.
Między aktem a oniryzmem
Wzrok przyciągały przede wszystkim wielkoformatowe prace zdominowane przez agresywne róże i nasycone czerwienie. Gęste faktury i ekspresyjne gesty malarskie budowały aurę niepokoju. Akty i półakty, ukazane w pozach pełnych napięcia, kontrastowały ze skomplikowanymi, niemal mozaikowymi wzorami w tle, co potęgowało wrażenie emocjonalnego rozedrgania. Portrety, na których rysy twarzy niemal zacierały się pod wpływem ekspresji, sąsiadowały ze scenami figuralnymi o onirycznym, niemal sennym charakterze.
Aura, która zostaje
Kameralny charakter finisażu sprzyjał rozmowom w cieniu obrazów. Goście, zamiast po prostu mijać płótna, zatrzymywali się przy nich, analizując detale i próbując odnaleźć w nich ślady własnych doświadczeń. Wymiana myśli przy drobnym poczęstunku tylko podkreślała wspólnotowy charakter tego doświadczenia.
Finałem wieczoru były wpisy do księgi pamiątkowej – osobiste świadectwa osób poruszonych wizją Gucmy. Choć „Dziewczyna w czerwonej sukience” opuszcza Galerię Art Brut, zostawia po sobie powidok intensywnej czerwieni i refleksję nad tym, jak malarstwo potrafi stać się bezpiecznym portem w najtrudniejszych chwilach życia.
Galeria zdjęć
Tekst i foto: Agnieszka C. Gałązka
Materiał powstał w ramach projektu „Wzmacniamy aktywność”
realizowanego w okresie 01.01.2025 r. – 29.02.2028 r.
przez Lubelskie Forum Organizacji Osób Niepełnosprawnych – Sejmik Wojewódzki


Zadanie publiczne jest dofinansowane ze środków PFRON
UWAGA: Pobieranie, kopiowanie i jakiekolwiek inne wykorzystanie treści dostępnych w powyższym materiale wymaga pisemnej zgody LFOON – SW będącego właścicielem serwisu www.niepelnosprawnilublin.pl.





















