BIULETYN INFORMACYJNY OSÓB NIEPEŁNOSPRAWNYCH
Portet Daniela Szarpaka. Chłopak w krótkich włosach, w okularach z szerokim uśmiechem w czarnej skórzane kurtce siedzi na wózku inwalidzkim. W tle wierzba

Wola istnienia … Daniel Szarpak

,,Nazywam się Daniel Szarpak znajomi mówią do mnie Rychu. Mam 26 lat  i mieszkam w pięknej wsi Wola Uhruska w województwie lubelskim.

Gdy miałem dziesięć miesięcy, moja mama zauważyła, że sam nie siedzę, nie raczkuję tak jak moi rówieśnicy, że ogólnie coś jest ze mną nie tak. Miała podstawy do tego, ponieważ przy moim porodzie było wiele komplikacji,  lekarze za późno zrobili cesarkę i byłem przez prawie godzinę po porodzie martwy, nastąpiła reanimacja i po około 50 minutach udało im się mnie odratować.

Portet Daniela Szarpaka. Chłopak w krótkich włosach, w okularach z szerokim uśmiechem w czarnej skórzane kurtce siedzi na wózku inwalidzkim. W tle wierzba
Daniel Szarpak

Lekarze po przeprowadzeniu szeregu różnorodnych badań, zdiagnozowali u mnie cztero kończynowe porażenie mózgowe z dodatkową „atetozą” (mimowolne ruchy niezależne ode mnie).

Dla mojej mamy był to szok, ale nie załamała się,  zaczęła ze mną jeździć na rehabilitację. Strasznie tego nie lubiłem. Pamiętam to jak dziś, jak się wymigiwałem od ćwiczeń, ale teraz wiem, że to wszystko było dla mojego dobra.

Malarstwo – moja pasja

Pierwsze sanatorium jakie pamiętam, znajdowało się w Busku Zdroju, szpital „Górka”. Nie pamiętam już ile razy tam byłem, ale na pewno nie mniej niż 15. Bardzo mi się tam podobało, a szczególnie lekarz u którego byłem na oddziale.

Każdy pobyt w tym miejscu bardzo mi pomagał, a najbardziej różnego rodzaju zabiegi- basen, borowina, masaże wodne, a najbardziej skuteczne były kąpiele siarkowe, które bardzo mnie wzmacniały.  Miło wspominam też terapię zajęciową, na której każde dziecko miało  swój „raj” na ziemi, można było malować, bawić się,  rysować itd.

Zacząłem od układania puzzli stopami. Pewnie wielu z was zadaje sobie teraz pytanie, dlaczego stopami a nie rękoma? A to dlatego, że odkąd zacząłem interesować się samochodami typu resoraki znacznie łatwiej było mi popchać je stopą niż ręką. Od tego czasu nogi zastąpiły mi w jakiś sposób ręce.  Wszystko  nimi robiłem.

Właśnie dzięki terapii zajęciowej zacząłem malować obrazy. Na początku kolorowymi farbami, co mi się średnio podobało, bo będąc typem pedanta nie lubiłem się brudzić. Pani opiekun zaproponowała mi, abym spróbował wyklejać plasteliną. Pomyślałem czemu nie spróbować. Robiła mi różne szkice, które miałem wyklejać. Przyznam szczerze, że całkiem nieźle mi to wszystko wychodziło. Robiłem te obrazy wieloma metodami: wałeczkami, kulkami aż doszedłem do wycierania. Nauczyli mnie łączyć kolory, co dawało taki sam efekt jakbym malował farbami.

Swoje „małe dzieła sztuki” robię do dnia dzisiejszego, potem sprzedaję je,  najczęściej latem u siebie w miejscowości, podczas festynów rodzinnych lub  dożynek. Zdarza się, że wykonuję obrazy na specjalne zamówienie albo tak po prostu daję je w prezencie moim znajomym. Sprawia mi wielką przyjemność, kiedy widzę jak ktoś bardzo się cieszy kiedy wręczam mu obraz i ten blask w oczach… Tego nie da się opisać, to po prostu trzeba zobaczyć…

Prawdziwy przyjaciel

W swoim życiu miałem wiele wzlotów i upadków. Najgorzej wspominam okres kiedy dorastałem. Moi rówieśnicy strasznie mnie  upokarzali, w różny sposób, w różnych sytuacjach. Ale nie poddawałem się tak łatwo, robiłem wszystko żeby im pokazać, że pomimo tego, że jestem niepełnosprawny jestem człowiekiem takim jak oni. W tedy  poznałem Bartka, mojego serdecznego przyjaciela, który zaakceptował mnie takim, jakim jestem. Wychowywaliśmy się razem, spędzaliśmy razem całe dnie. Przychodził do mnie, razem bawiliśmy się, chodziliśmy na spacery, na ryby, na mecze. Kiedy mieliśmy po 16-17 lat zaczął mnie zabierać do baru, na dyskoteki, ogniska, na dziewczyny:) Byliśmy jak takie dwie papużki nierozłączki. Opiekował się mną, ubierał, karmił. Pokazał mi, a przede wszystkim ludziom dookoła,  że jestem taki sam jak ludzie pełnosprawni. Pokazał mi czym jest życie,  dzięki temu, teraz nie mam problemów ze społecznością.

Pamiętam jak dostałem pierwszy wózek elektryczny na którym sam mogłem się poruszać. Nie przepuszczałem, że Bartek będzie o niego zazdrosny. Obawiał się, że już mi nie będzie potrzebny. W dalszym ciągu spędzaliśmy czas razem z tą jednak różnicą, że już nie musiał pchać mojego wózka tylko szedł obok mnie. Jednak szara rzeczywistość  nas rozdzieliła. Bartek wyjechał do pracy do innego miasta, poznał tam kobietę, ułożył sobie życie i teraz bardzo rzadko