Praca jest dobrem każdego i potrzebą człowieka, także niepełnosprawnego. Wbrew pozorom niepełnosprawni wcale nie muszą być przegrani na rynku pracy, szczególnie w obliczu, kiedy zatrudnienie ich oznacza mniejsze koszty pracy dla firm.
Nie trzeba pisać, jak wygląda sytuacja na rynku pracy. Kryzys gospodarczy, malejąca liczba ofert pracy, zwolnienia dotychczas zatrudnionych, coraz więcej osób bezrobotnych z wyższym wykształceniem. Taki jest oficjalny obraz rynku pracy, przedstawiany przez media. Ale należy pamiętać też, że środki masowego przekazu, zarówno stacje radiowe jak i telewizyjne, starają się grać na emocjach odbiorów. Dzieje się to z prostego powodu, że informacja neutralna nie zwróci uwagi, natomiast katastroficzna wręcz przykuje. Odbiorca informacji musi przecież wiedzieć wszystko o zagrożeniach otaczającego nas świata. Ponadto obraz ten odzwierciedla jedną z naszych narodowych przywar- pesymizm.
To oczywiste, że szukający pracy nie mają z górki. Większość młodych ludzi, kończących studia nie jest przygotowana na wyzwania dorosłego życia. Jest nadmiar ludzi z dyplomem, który w zasadzie, bez umiejętności praktycznych i doświadczenia niewiele daje. Stwierdzenie, że same studia czynią nas pożądanym „towarem” na rynku pracy, było wspaniałym wabikiem stosowanym przez uczelnie, wietrzących w naborze studentów dobrze prosperujący biznes.
Jednak są studenci, którzy dzięki swojej aktywności, praktykom czy działalności woluntarystycznej, przebijają się ponad masę. I choć znajdują się w mniejszości, stanowią żywy dowód na to, że bezrobocie wśród młodych „wykształciuchów”, nie jest bynajmniej wyłączną winą jakiegoś abstrakcyjnego chorego systemu.
