Stwardnienie Rozsiane nabrało realnego kształtu i stało się bezdyskusyjnym faktem.
Jestem 47 letnim mężczyzną i mam na imię Adam. Od 12 lat choruję na SM, a od 3 dopiero o tym wiem. Przez kilka lat miałem problemy z zachowaniem równowagi. W pośpiechu i zdenerwowaniu potrafiłem potykać się i przewracać. Moje nogi czasami zamieniały się w drewniane kołki, tak to odczuwałem. Z moimi emocjami też nie było najlepiej. Przestawałem nad nimi panować, co objawiało się silnym rozdrażnieniem, a nawet agresją, głównie werbalną. Sugestie mojej żony, dotyczące wizyty u lekarza, traktowałem jak zwykłe marudzenie i próbę skomplikowania mi życia. Sądziłem, że to jakieś problemy przejściowe, wywołane stresem i kłopotami.
Zacząłem tracić rozeznanie. Zawsze wszystkie problemy tłumaczyłem tymi powodami i wierzyłem w to, że jak przełamię impas i zmieni się moja sytuacja w życiu zawodowym i materialnym, wszystkie problemy zdrowotne znikną, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Byłem tak zaślepiony i silnie przekonany o słuszności swoich sądów, że ta sytuacja utrzymywała się przez 9 lat.

