„Artykuł dedykuję wszystkim tym,
którzy nie potrafią zrozumieć,
że inny nie znaczy gorszy…”
Pod opieką Fundacji Oswoić Los jest coraz więcej potrzebujących dzieci. Śledzimy losy niektórych z nich i widzimy, jak wiele zaangażowania wkładają rodzice w rehabilitację i leczenie swoich pociech. Nie jesteśmy jedynymi, którzy próbują potrząsnąć światem, żeby zapewnić szansę na rozwój swojego dziecka. Czasami jednak świat potrafi wstrząsnąć nami. Ostatnio przeczytałam na blogu koleżanki…
„Dziś mam doła strasznego, smutna jestem, ktoś bliski dziś powiedział: – zobacz, jak byś miała dobrze z dwójką dzieci, a teraz musisz się całe życie męczyć z chorym niepełnosprawnym dzieckiem. Po co ci takie dziecko? Zatkało mnie całkiem, łzy w oczach, gniew…”
Powiem szczerze… Nie byłam gotowa na wychowywanie niepełnosprawnego dziecka. Zawsze przerażało mnie cierpienie, które towarzyszyło chorobie czy kalectwu. Dostałam od losu Michałka i nauczyłam się wielu bardzo ważnych rzeczy o sobie. Nauczyłam się kochać… mimo wszystko. To uczucie rodziło się w strachu, cierpieniu i wielkim rozgoryczeniu, przyznaję. Cieszę się jednak, bo przetrwałam i wydoroślałam. Nie oczekuję od dziecka, by spełniało moje aspiracje. Nie oczekuję od moich dzieci niczego nadzwyczajnego. Chcę, by były szczęśliwe, bo to uszczęśliwi mnie – matkę.
Kiedy urodził się Szymon byłam przerażona, że nie uda się go usprawnić tak dobrze jak Michałka. Przyszłość bardzo mnie niepokoi, to prawda. Pamiętam jednak pewną sytuację…Siedziałam na korytarzu, a wokół mojego syna zrobiło się zamieszanie. Popatrzyłam przez szparkę, a moje dziecko było wentylowane aparatem ambu. „Umiera…” – pomyślałam. I cały ten niepokój o przyszłość okazał się być niczym w porównaniu do tego strachu, który czułam na myśl o rozłące z dzieckiem. Nie wyobrażałam sobie… jak mogłabym chodzić na grób mojego Szymona? Mam go tu i teraz, mogę przytulać i cieszyć się jego bliskością. Nie jest zdrowy, nie będzie też pewnie sprawny. Ale to moje dziecko, nie chcę za nim tęsknić! Nie chcę dotykać marmurowej płyty, wolę trzymać go za jego maleńką, być może niesprawną rączkę… Przecież to jest mój wyczekiwany syn, zrodzony z
