Dzisiaj przedstawiam Państwu Michała Wożniaka – łukowianina, katechetę i terapeutę, miłośnika zwierząt.
Zwierzęta – na receptę i dla przyjemności
Moja spontaniczna przygoda z kotem zaczęła się od tego, że kiedy pojechałem na turnus rehabilitacyjny, dowiedziałem się – co zresztą było dla mnie dużą nowością – że kot może przez swoje mruczenie wpływać na redukowanie napięcia nerwowego. Czasem borykam się takimi napięciami, więc postanowiłem spróbować. Jak na razie to krótka przygoda, niecałe dwa miesiące, ale już zauważam efekty obecności kota. Nie jest to jakiś kot wyselekcjonowany w specjalny sposób czy jakkolwiek szkolony. Jest może bardziej spokojny i opanowany niż inne koty. I rzeczywiście te funkcje terapeutyczne spełnia.
Konie były w moim życiu tak naprawdę od początku przygody z rehabilitacją. Od samego dzieciństwa. Powszechnie wiadomo, że koń jest zwierzęciem, które stanowi bardzo skuteczny środek terapii uzupełniającej przy moim schorzeniu czyli w mózgowym porażeniu dziecięcym. Koń ma półtora stopnia wyższą temperaturę ciała od człowieka, przez to wpływa na szybsze rozluźnienie mięśni. Ruch miednicy konia jest w ponad 90% tożsamy z ruchem miednicy ludzkiej, więc jazda konna jest niczym innym jak biernym chodem człowieka, który siedzi na koniu.
